Wyłącz powiadomienia i uwolnij się

Od jakiegoś czasu posługuję się smartfonem, tabletem czy przeglądarką na komputerze w nieco niekonwencjonalny sposób. Oczywiste jest, że obecnie każde z nich pozwala nam na instalowanie wielu aplikacji, a te mogą wysyłać nam najróżniejsze powiadomienia – komunikatory o wiadomościach, klient poczty o nowym mailu, kalendarze o terminach, a sieci społecznościowe o nowych wydarzeniach, polubieniach czy komentarzach. A co by było, gdyby… nic nie było? Gdyby nagle wszystkie te powiadomienia zupełnie zniknęły?

Nie trzeba specjalnie interesować się rozwojem urządzeń mobilnych, aby zauważać, że producenci robią wiele w celu rozwiązania problemów związanych z wieloma powiadomieniami – kiedyś były skromne, teraz można je grupować (np. na Androidzie), czasami wykonywać z ich poziomu jakieś akcje. I mamy tego coraz więcej: poczta, wiadomości, Facebook, Instagram, Snapchat, WhatsApp, Messenger, Viber, Hangouts… a to tylko te najpopularniejsze rzeczy. Dochodzą przecież powiadomienia na nowych filmach na subskrybowanych kanałach na YouTube, kolejne z aplikacji sportowych, jeszcze inne z czytników RSS… Cały ogrom.

I jesteśmy tym bombardowani przez całe godziny, cały dni. Często od samego rana do późnego wieczora. Sięgamy po sprzęt, sprawdzamy… nakręcamy też siebie, bo człowiek z natury traktuje to nieco jak „nagrodę” i po pewnym czasie jest tak nauczony powiadomień, że niejako ich wyczekuje. Uważa też, że są niezbędne, aby nic go nie ominęło. Nieco wzorem pewnych osób, a nieco w imię wrodzonej przekorności i buntowniczości zacząłem sukcesywnie wyłączać powiadomienia z kolejnych i kolejnych aplikacji. Najpierw tych najrzadziej używanych, później następnych, aż w końcu doszedłem do momentu, gdy stanąłem przed wyborem: czy warto wyłączać także te z najczęściej używanych i najbardziej „wrażliwych” jak, chociażby poczta?

Tak, zdecydowanie warto to zrobić. Obecnie nie korzystam z powiadomień z żadnych aplikacji z wyjątkiem połączeń telefonicznych i wiadomości SMS. Poczta czy komunikatory… nie przeszkadzają, nie atakują, a o nowościach wiem tylko wtedy, gdy świadomie je uruchomię i sprawdzę. Słowem, to ja panuje nad urządzeniem i aplikacjami, a nie one nade mną. I wiecie co? Wbrew niektórym obiegowym opiniom, życie wcale się nie zawala, nic złego się nie dzieje. Bo nie ma maili, na które nie można odpowiedzieć za jakiś czas. Bo jak ktoś ma coś naprawdę ważnego, to dzwoni, a nie pisze na Messengerze. Minusy na zasadzie „o czymś się dowiedziałem za późno”? Wbrew pozorom, to w zasadzie nie występuje.

Kolejnym krokiem jest coś jeszcze, a mianowicie włączenie trybu nie przeszkadzać. No i tak się składa, że z tego też korzystam. Są godziny, w których dobić się do mnie przez telefon lub wiadomości może tylko bardzo wąska grupa najbliższych osób. Poza nimi nie istnieję. I dla kogoś może tak faktycznie być – piszą, a mnie nie ma… zginął, przepadł? Nie. Po prostu jest w realnym, a nie wirtualnym życiu. Tego samego życzę i Wam w jak największej części dnia. Jak to osiągnąć? Wyłączcie powiadomienia. Odsapnijcie. Wróćcie do sytuacji, w której sami decydujemy o tym, kiedy sięgnięcie po smartfona czy tablet, kiedy na ekranie komputera pokaże się (lub nie) jakiś komunikat.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.