Windows 8 – ewolucja czy rewolucja?

Zastanawiałem się jak zatytułować ten wpis. Pierwsze wrażenia to na pewno by nie były, bo Windows 8 pierwszy raz spróbowałem zaraz po wydaniu wersji Developer Preview. W zasadzie dziwne byłoby, gdyby ktoś, kogo hobby jest szeroko pojęte IT nie wiedział nic o tym systemie – mówi się o nim wiele, szykuje się pewnego rodzaju rewolucja, a przez to opinie są bardzo skrajne. Sam zacząłem przygodę z nim jak już wspomniałem jeszcze w tamtym roku. Nie wyszło, test trwał bardzo krótko. Kolejne podejście było w lutym, po premierze Consumer Preview. Tutaj moje wrażenia były już znacznie lepsze, ale kilka detali nadal nie dawało spokoju.

No i wreszcie w maju przyszedł czas na Release Preview. Mówi się o tym, że za wiele już nie powinno się w systemie zmienić, a więc postanowiłem go poużywać i w końcu ocenić. Dodatkowym motorkiem do napisania tego wpisu stała się możliwość użycia nowych okienek na komputerze z ekranem dotykowym, jaki udostępniony został podczas tegorocznego Hot Zlotu – jak więc wypadają najnowsze okienka w moich oczach?

Instalacja

Pobranie obrazu i pierwsze etapu instalacji są bardzo proste i w zasadzie podobne do tego, co znamy z Windows 7, a nawet z Visty. Później sytuacja już diametralnie się zmienia. Wita nas nowy interfejs, aplikacja do pierwszego konfigurowania wyglądająca jak programy w metro. Możemy szybko podłączyć się do dostępnych sieci wifi, a następnie zalogować. No właśnie, gdy mamy już połączenie z internetem, możemy zalogować się bezpośrednio do naszego konta Windows Account (Windows Live). Pozwala to na synchronizowanie zakładek, ustawień, słowem, tego co spersonalizowaliśmy. Całkiem wygodna opcja, bo nie trzeba za każdym razem ustawiać chociażby tapety.
Oczywiście nadal możliwe jest utworzenie konta lokalnego. Ciekawe, czy możliwe też będzie automatyczne instalowanie i przywracanie ustawień aplikacji, jak ma to miejsce w Androidzie. Co do samych kont, pojawiły się nowe opcje logowania. Teraz możemy zalogować się nie tylko przez hasło, ale również za pomocą obrazka, na którym klikniemy lub zaznaczymy odpowiednie punkty ustalone wcześniej. Nie miałem okazji sprawdzić dokładnie, ale na ekranie dotykowym może to się okazać bardzo wygodne.

Nowe “menu start”

Po zalogowaniu wita nas nowe menu start. Jest to ściana wypełniona aplikacjami-kafelkami. Miałem z tym do czynienia już na Windows Phone i pod pewnymi względami uważam to za coś wspaniałego: przede wszystkim, kafelki mogą przedstawiać nam informacje. Ich animacje są proste, treści na nich zawarte skąpe, ale właśnie o to tutaj chodzi – skróty, aby móc się zorientować „co, gdzie, jak”. To samo przemawia przez cały interfejs metro. Prostota, ograniczona ilość kolorów, proste kształty, ogromne tytuły, no i wiele symboli znanych z życia codziennego. Nie pozwala to się zgubić, ale zarazem zupełnie nas nie angażuje. Najważniejsza staje się informacja, a nie technologiczna otoczka, w którą siłą rzeczy musi być wyposażona abyśmy mogli do niej dotrzeć i ją modyfikować.

Wszystko to obsługuje się bardzo wygodnie na tradycyjnym komputerze. Przewijanie działa jak powinno, kafelki możemy przenosić, zmieniać ich rozmiar, czy nawet grupować w kategorie. Ręka często sama sięga do klawiatury i współpraca z myszą to po prostu bajka.

Na Hot Zlocie okazało się jednak, że nie wszystko jest tak dobre, jak być powinno. Gdy zaczniemy obsługiwać system samym ekranem dotykowym, czar pryska, intuicyjność przepada, a system staje się istną komnatą tajemnic. Pozdrawiam z tego miejsca dwóch panów, których nicków nie pamiętam, a którzy byli takimi hardcorami, że krok po kroku dochodzili do rozwiązania każdego zadania, jakie sobie wyznaczyli. Co to było? Rzeczy wydawać by się mogło błahe: zamknięcie aplikacji, wejście do tradycyjnego panelu sterowania, wybór spośród uruchomionych aplikacji, czy przestawianie kafelków. Operacji tych nie można było wykonać w sposób, jaki przychodził na pierwszą myśl… Operacje te sprawiały poważne problemy, a i to w wypadku osób, które przecież mają z komputerami do czynienia na co dzień! Co będzie, gdy damy to laikowi? Sugestia – dorzucić do systemu obszerną instrukcję z opisanymi gestami-skrótami i wielkim napisem „amazing everyday!”. No a tak bardziej na serio – nie jest tak, jak być powinno. Wiele tu braków, chociaż oczywiście mówię o obsłudze tylko poprzez dotyk. Gdyby ograniczyć się tylko do interfejsu metro, to obsługa na tabletach byłaby wygodna. Inna sprawa, że ogromna część funkcjonalności idzie wtedy w cholerę… no a przecież chyba nie tego chce Microsoft oferując nam jeden, spójny ekosystem.

O Metro nieco dokładniej

Sporo rzeczy można odkryć samemu, a części z nich dowiedziałem się dopiero na zlocie, na sesji technicznej poświęconej tworzeniu aplikacji w metro. Jako, że moje konto Live jest zintegrowane z kontem na Facebooku, szybko dowiedziałem się o istnieniu powiadomień, oraz o stopniu integracji z innymi usługami – w system jest właściwie wbudowany (z możliwością usunięcia) klient tego serwisu, powiadomienia w stylu metro pozwalają nam natomiast na używanie innych aplikacji. Problem pojawia się, gdy powiadomienie pojawi się na tradycyjnym pulpicie. Nie wygląda to zbyt interesująco, chociaż może będzie inaczej, o tym dalej. Ciekawa sprawa to fakt, że aplikacje jako takie nie mogą działać w tle. Są one pełnoekranowe i mają skupiać naszą uwagę. Aplikacja może co najwyżej dostać chwilę na pracę raz na 15 minut (lub rzadziej, ale nie częściej). Możliwe jest również odwoływanie się do systemu dźwięku, przez co jest możliwość stworzenia playera działającego w tle. Gdy będzie to odtwarzacz wideo, w tle będzie mogła lecieć co najwyżej muzyka… niegłupie, bo po co nam dekodowanie obrazu lecące w tle, gdy w chcemy posłuchać muzyki, a zaangażowało nas akurat coś innego? Dodatkowe powiadomienia mogą się pojawiać na lockscreenie (tak, tak, w wersji na PC również on występuje) np. ilość nieprzeczytanych wiadomości email, z tym, że liczba aplikacji, jakie mogą korzystać z takich powiadomień jest ograniczona.

Sklep, przegląd aplikacji

Aplikacje w metro to jednak nie taka prosta sprawa, a rzecz dosyć rozbudowana. Instalujemy je z poziomu sklepu (również aplikacja w metro), gdzie jest są one podzielona na kategorie. Tu widzimy zmienione podejście do zarabiania: po co zdzierać z klientów na systemie (Windows 8 ma być znacznie tańszy), skoro można pobierać prowizję z każdej aplikacji, a skoro ma być jedno środowisko na komputer, tablet i telefon, to będą to ogromne ilości zakupów. Na szczęście jeden zakup będzie oznaczał możliwość użytkowania na dowolnej ilości urządzeń. Już teraz jest kilka ciekawych aplikacji – klient Wikipedii, nieśmiertelny Evernote (jak i tak wolę OneNote), klient WordPressa, Twittera, no i nieco gier.

Widać z tygodnia na tydzień, że zainteresowanie producentów jest spore i w momencie premiery w październiku w sklepie może już być naprawdę dużo interesujących aplikacji, również nieco bardziej rozbudowanych. Miła wiadomość to również fakt, że aktualizacje w końcu będzie można przeprowadzać transparentnie. Wróćmy na chwilę do kafelków, ale w nieco innym kontekście. Jak pisałem, kafelki aplikacji mogą być animowane (np. 5 ostatnich informacji), ale każda z nich może pozwalać na dodawanie kolejnych kafelków np. z jakiejś kategorii. Sama aplikacja ma kilka trybów działania – podstawowy to oczywiście pełnoekranowy, ale niektóre z nich można również przerzucać na bok (o ile szerokość w rozdzielczości na to pozwala), a wtedy zmieniają się na jakieś statyczne informacje (zależy od implementacji) i widoczne podczas pracy w trybie desktop, czy w innej aplikacji metro.

Wspomniałem już o integracji z Facebookiem. Jest to tylko jedno medium z kilku, które pozwala nam na połączenie kontaktów i zgromadzenie znajomych w jednym miejscu. Dodawać konta możemy szybko i bezboleśnie tak, jak na Windows Phone czy w Androidzie. Podobnie ma się rzecz z niektórymi aplikacjami. Przykładem są tu zdjęcia, pozwalające na wyświetlanie obrazów nie tylko lokalnych, ale i z FB, naszego SkyDrive’a, czy Flickra jednocześnie. Z czasem pojawią się pewnie aplikacje integrujące i inne rzeczy, cieszy fakt, że są one naprawdę transparentne przy korzystaniu z komputera.

Co ważne, aplikacje bez naszego wyraźnego gestu nie są wyłączane, a tylko usypiane. Automatyczne wyłączenie może nastąpić tylko w wypadku braku pamięci RAM i dotyczy tylko tych używanych najdawniej. Jako że pamięć RAM i tak jest cały czas zasilana, wydaje się to ciekawym rozwiązaniem. Pomiędzy uśpionymi aplikacjami możemy przełączać się z poziomu specjalnego menu po lewej stronie, lub też odpowiednim gestem. Po prawej stronie znajduje się menu z wyszukiwarką (kontekstowa tj. w aplikacji szuka efektów dla niej, w menu aplikacji itd.), dzielenia się (o tym dalej), urządzenia, czyli np. możliwość streamingu do zewnętrznego playera, no i ustawienia, również kontekstowe.

Co mamy w standardzie?

Z preinstalowanych aplikacji metro znajdziemy przede wszystkim nową wersję aplikacji znanych do tej pory jako pakiet live essentials, chociaż nie w pełnej formie – klient poczty, pozwalający na ekspresowe przypięcie kont Google (nawet we własnej domenie), kalendarz, kontakty, wspomniany komunikator pozwalający na czat przez Facebooka, oraz konta MS Messengera. Nie ma chociażby Live Mesha, no ale jego miejsce zastąpił SkyDrive (tylko klient! Do synchronizacji służy aplikacja desktopowa). Znalazł się również Internet Explorer, bliźniaczo podobny do tego, co widziałem na Windows Phone. Jest on diabelnie szybki i co ważne, obsługuje już naprawdę dużo standardów (w tym tych nie zatwierdzonych) – przeglądanie z nim jest więc szybkie, oraz naprawdę wygodne. Nieco brakuje blokady reklam, ale chyba się tego nie doczekamy… Miało również nie być flasha, no ale jak wiadomo będzie on dostępny na „uprzywilejowanych stronach”, do których listy raczej nie będziemy mieli dostępu bez żadnych tricków.

Wada to fakt, że w trybie metro może być dostępna tylko jedna przeglądarka domyślna. Gdy zainstalujemy np. Operę czy Firefoxa i w trybie desktop oznaczymy jako domyślne (o właśnie, system sam nam w takim wypadku daje znać i pyta, o domyślny program, tak samo jest w wypadku np. odtwarzacza muzyki), IE z trybu metro przestanie być dostępny. Nieco dziwne rozwiązanie. Na chwilę obecną chyba tylko Google Chrome zapewnia przeglądarkę w trybie metro. Tradycyjnie, jest uproszczona do bólu i skupia się tylko na najważniejszych funkcjach tj. karty, zakładki no i przeglądanie stron. Po więcej opcji musimy wracać do wersji desktopowej, włącznie oczywiście z rozszerzeniami, bo ta przeglądarka to w zasadzie coś innego, oddzielnego.

Bezpieczeństwo w Metro i nie tylko

Bardzo podoba mi się podejście do bezpieczeństwa. Aplikacje nie są wspólne dla użytkowników na jednym komputerze, chociaż wspólne biblioteki są w jednym miejscu, aby nie zajmowały niepotrzebnie dwa razy więcej miejsca. Ustawienia i przestrzeń dyskowa są natomiast izolowane, wprowadza to pewne ograniczenia, ale do komunikacji pomiędzy aplikacjami przygotowano opcję „share” np. do przesłania zdjęcia do klienta poczty. Całość przypomina mi aplikacje na Windows Phone no i ten sam brak jednego wspólnego magazynu danych (w tamtym wypadku karta pamięci), można za to zintegrować się chociażby ze SkyDrive i tam coś zapisywać.

Jeżeli chodzi o urządzenia i uprawnienia, to wszystko jest wymienione w sklepie, użytkownik jest dodatkowo pytany dla potwierdzenia (np. o użycie kamery w aplikacji do zdjęć), a poza tym w każdej chwili w ustawieniach możemy cofnąć jakieś z uprawnień. Słowem: aplikacja nie jest w stanie tego ominąć (oficjalnie, nie wiadomo czy coś się nie pojawi), w ustawieniach są wymienione jej uprawnienia i możemy nimi zarządzać w dowolnym momencie. Klient poczty chcący dostępu do lokalizacji? No ale o co mu to? Odbieramy uprawnienie i problem znika! Skoro już piszę o bezpieczeństwie… zapewne nie każdy zauważy, że Windows 8 nie krzyczy o antywirusa. Mamy teoretycznie to samo co w Windows 7 tj. zaporę systemową, oraz aplikację Windows Defeder, która zajmuje się programami szpiegującymi. Jest to jednak tylko teoria, bo MS zastosował całkiem ciekawy zabieg – nie zmieniono nazwy, ale Defender to tak naprawdę MS Security Essentials, a więc normalny, pełnoprawny program antywirusowy. Dodatkowo wzmocnione dzięki temu jest filtrowanie danych trafiających do nas z sieci.

Zmiany w trybie desktop

Tradycyjny tryb desktop uległ ewolucji. Pojawiła się wstążka z autoukrywaniem, która jak dla mnie jest świetnym rozwiązaniem. W końcu można montować pliki iso do napędów wirtualnych bez instalacji dodatkowego oprogramowania. Nieco zmieniło się również dotychczasowe Aero – usunięto zaokrąglenia, przyciski i grafiki stały się prostsze, rzekłbym, nieco „z plasteliny”. Zmiana delikatna, ale naprawdę cieszy oko. Jeszcze jest przezroczystość, ale z tego co ogłoszono wiadomo, że ma jej nie być w celu oszczędzania energii. Moim zdaniem dziwny powód, bo proces dwm jakoś nie był nigdy specjalnie zasobożerny ani w Viście, ani w Windows 7. Z drugiej strony, jeżeli będziemy tu mieli spójne kolory, to wspomniane powiadomienia z aplikacji z metro również powinny wyglądać znacznie lepiej i już się tak od wszystkiego nie odcinać. Czy to będzie się komponować z różnymi tapetami użytkowników… zapewne nie. Teraz w takim wypadku wystarczy dać maksymalny poziom przezroczystości i w zasadzie wszystko zawsze pasuje.

W trybie desktop nie znajdziemy oczywiście tradycyjnego menu start. Najechanie na jego miejsce pokaże nam przycisk od pokazywania metro. Dostępne są również ekrany przełączania pomiędzy aplikacjami, oraz opcji po bokach ekranu, można więc powiedzieć, że oba pulpity nieco się przesłaniają. Jeszcze jedno szybko rzuciło mi się w oczy – przebudowany menadżer zadań. Zawiera on znacznie więcej informacji i co ciekawe, można z jego poziomu wyłączać aplikacje z autostartu. Można również podejrzeć stan aplikacji z metra i przekonać się, że są one usypiane przy braku aktywności. Są również minusy – nie znalazłem w tym menadżerze kolumny od łącznego użytego czasu CPU, przez co nie mamy możliwości dokładniejszego badania aplikacji w jakimś dłuższym okresie czasu (np. skanerów antywirusowych działających w czasie rzeczywistym).

Kilka słów o wydajności i sterownikach

Nieco już na koniec, ale wspomnieć muszę wreszcie o wydajności nowego systemu giganta z Redmond. Szczerze mówiąc, wydaje się, że wszystko działa szybciej, pomimo, że korzystam z dysku SSD i nawet Windows 7 jest dla mnie bardzo lekki. Tutaj jest jeszcze mniej orania dysku, jeszcze mniej użytej pamięci (nie licząc aplikacji z metro) i jeszcze mniej czasu dla procesora. Zmiana nie jest jakaś marginalna i widać już poprzez naprawdę ekspresowe startowanie całego systemu. Całość jest lżejsza dla sprzętu no i w efekcie nieco wydłużył się czas pracy na baterii, oraz zmniejszyły temperatury podzespołów.

Co ciekawe, system zachowuje się nieco inaczej niż Windows 7. W wypadku poprzednika, po przeprowadzeniu testu wydajności (WinSAT) automatycznie wyłączone były u mnie usługi defragmentacji, czy też indeksowania plików, bo na SSD były one zbędne. Windows 8 takich kroków już nie podejmuje, pomimo nadal bardzo wysokiego wyniku (7,7 pkt. dla dysku twardego). Albo nie zostało to jeszcze zaimplementowane, albo wychodzi się z założenia, że indeksowanie nie będzie przeszkadzać (i faktycznie tak jest), zaś defragmentator i tak wykryje typ napędu i zaplanowane operacje pominie. Trzeba jeszcze dorzucić to, że na zaprezentowanych na Hot Zlocie ultrabookach mieliśmy do czynienia z dwoma dyskami – jeden SSD z minimum 32 GB, a drugi to już tradycyjny HDD na dane. W takim wypadku działania z Windows 7 byłby raczej niewskazane.

Nie ze wszystkim jest jednak pięknie. Sam mam nieprzyjemność posiadania laptopa z kartą graficzną Radeon HD 4550, no a niestety jej producent postanowił się wypiąć na klientów kart niższych niż seria 5xxx w wypadku Windows 8. Używać mogę jedynie sterowników WDM przygotowanych przez Microsoft i wbudowanych w system. Próba instalacji tych dla Windows 7 kończy się natomiast efektem „pływającej czcionki”. W efekcie tego wszystkiego nie jest u mnie z oszczędnością na karcie zbyt ciekawie, a i gry 3D potrafią sypać artefaktami (sprawdzone na Quake Live oraz Battlefield 2). No ale to nie wina MS, tylko AMD – jak widać, nie tylko użytkownicy Linuksa mogą zostać tak olani. Ja wiem przynajmniej, że nowy sprzęt będzie miał kartę wbudowaną w proca, to co pokazały ultrabooki na Hot Zlocie w zupełności mi wystarczą.

Windows 8 – rewolucja czy ewolucja?

Jak to wszystko widzę ostatecznie? Jak widać, można o tym pisać długo, a nie napisałem o wielu bardzo ważnych sprawach, chociażby nowościach w bardziej profesjonalnych zastosowaniach. Jak dla mnie Windows 8 to prawdziwa rewolucja, która technicznie jest zrealizowana średnio (kłania się dotyk), ale przy odpowiedniej promocji i dzięki ujednoliceniu na wielu platformach może sprzedać się wyjątkowo dobrze. Jest to chyba również spore zmniejszenie kosztów dla samego Microsoftu, bo będzie mogło rozwijać jeden rdzeń. Nowy Windows zrzuca z nas aspekty technologiczne, a eksponuje informację. Dla czystego konsumenta może to się okazać strzałem w dziesiątkę, ale dla profesjonalistów i osób nie lubiących zrywać z tradycyjnymi rozwiązaniami, będzie to bardzo wysoki mur. Czy się uda? Nie wiem, ale wiem, że dzięki takim rewolucjom mogę powiedzieć, że dla IT nadchodzą bardzo ciekawe miesiące.

PS Przepraszam za screeny tj. za to, że nie są one moje, a wyciągnięte z sieci. Niestety przez nieuwagę skasowałem je przypadkowo po powrocie na Windows 7 (wspomniane problemy ze sterownikami nijak nie pozwalają na stałe używanie Windows 8 na moim laptopie, a przynajmniej nie w sposób dla mnie komfortowy).

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.