Test Asus VivoBook S400

Jak mogą przekonać się osoby regularnie odwiedzające portal i dział Lab, w ostatnim czasie trafiło do mnie naprawdę sporo sprzętu. Jednym z nich był ultrabook Asus VivoBook S400. Nie jest to nic nowego, bo urządzenie zadebiutowało na początku roku, ale mimo wszystko wzbudziło moją ciekawość: niewielkie, teoretycznie dosyć wydajne, a do tego z dotykowym ekranem. W końcu można było zobaczyć, jak spisuje się w takich warunkach Windows 8 i czy koncepcja promowana przez Microsoft ma sens. Przy okazji oczywiście mogłem przekonać się, jak spisuje się sama idea ultrabooka, a więc czegoś naprawdę przenośnego a zarazem dającego większe możliwości niż tablety. Na początek kilka suchych danych ze specyfikacji:

  • Wymiary: 339x239x21 mm
  • Waga: 1,83 kg
  • Matryca: błyszcząca, 14″, 1366x768px,
  • Dotyk: tak, 10-punktowy
  • Procesor: i5-3317U
  • RAM: 6 GB DDR3
  • Dysk: 500 GB HDD + 24 GB SSD
  • Grafika: HD Graphics 4000
  • System: Windows 8
  • Inne: kamerka 1.0 Mpix

W zestawie jaki otrzymałem znajdował się oprócz oczywiście samego ultrabooka jedynie zasilacz, który notabene do najładniejszych i najlepiej dostosowujących się do otoczenia nie należy za sprawą kwadratowego kształtu. Nie on jest w tym wszystkim jednak najważniejszy, więc przejdę to rzeczy, a więc samej S400.

asus1

asus2

Wygląd, jakość wykonania

Urządzenie prezentuje się naprawdę dobrze. Górna klapa jest pokryta delikatną fakturą i logiem producenta, niestety mimo to bardzo szybko zbiera odciski palców. Od spody znajdziemy jedynie wyloty wentylacyjne i nieco śrubek… Tak, baterii nie da się wyciągnąć bez jego rozkręcania. Z lewej strony znajdziemy blokadę Keniston, dwa porty USB 2.0, minijack dla mikrofonu lub słuchawek, a także czytnik kart pamięci. Z prawej znajdziemy gniazdo zasilania, LAN, VGA, HDMI, oraz jeden port USB 3.0. Przód jest pusty, tył ze względu na zawiasy matrycy i tak nie byłby w stanie czegokolwiek zaoferować z realnym dostępem. Ilość złącz nie rozpieszcza, ale z drugiej strony to co najważniejsze jest, a to w końcu ultrabook, więc nie można od niego oczekiwać niesamowitej uniwersalności. Złącze dla mikrofonu naprawdę się przyda, bo oferowana jakość dźwięku jest po prostu słaba i zdecydowanie nie nadaje się do zastosowań innych niż biurowe.

Oczywiście zasadniczą część w głównej mierze zajmuje klawiatura. Nie ma ona bloku numerycznego, przez co przerwy między klawiszami są dosyć spore. Sprawiało mi to pewien dyskomfort, bo jednak jestem przyzwyczajony do notebooka 15,6” i klawiatury z blokiem numerycznym. Sama klawisze są wygodne, skok jest odpowiedni, a np. spacja reaguje na całej powierzchni. Definitywnie zabrakło podświetlenia. Niżej znajduje się touchpad, którego przyciski nie są wyraźnie oddzielone, ale sprawdzają się bardzo dobrze. Jego powierzchnia jest miła w dotyku i położona niewiele niżej niż reszta obudowy, przez co gesty ułatwiające nawigację w Windows 8 są łatwe do wykonania.

asus3

asus4

Ogólną jakość wykonania mogę ocenić na bardzo dobrą. Nic tu nie skrzypi, a klapa ugina się tylko w umiarkowanym stopniu. Obcując z tym ultrabookiem ma się wrażenie pracy z urządzeniem na odpowiednim poziomie. Wracając do klapy, ta otwiera się w zakresie około 160 stopni, co jest wynikiem co najmniej dobrym. Ekran jest dotykowy i wykrywa do 10 punktów, co też ma przełożenie na rzeczywistość. Matryca jest niestety błyszcząca i dosyć przeciętnej jakości. Ekran ma rozdzielczość 1366x768px, nie wyróżnia się niczym, oferuje przeciętne laptopowe kolory czy słabe kąty widzenia. Szybko zbiera odciski, jednak podczas pracy nie są one tak widoczne i nie przeszkadzają. Co ciekawe, ekran grzeje się na tyle, że jest to odczuwalne przy jego dotykaniu i w takim stopniu, że wprawia to w zdziwienie.

System, przydatność ekranu dotykowego

Laptopa dostałem w stanie który można opisać jako “rozbebeszony”. Znajdował się na nim Windows 8.0 w wersji Enterprise, po angielsku, która na dodatek wygasła. Na dysku znalazłem partycje jeszcze jednej kopii Windows 8, jednak nie udało mi się jej uruchomić. Próbowałem odświeżać, a nawet resetować system do ustawień fabrycznych, ale na nic się to zdało – system wołał o nośnik, a ten zawierający Windows 8 z Dreamspark jakoś mu nie odpowiadał. Po kontakcie z firmą PR zajmujacą się testami dostałem zielone światło – mogę robić co chcę, dopóki wróci w formie działającej. Postanowiłem więc wrzucić na niego Windows 8.1 (enterprise), a także Ubuntu. Dlaczego akurat ta dystrybucja? Jest najpopularniejsza (źrodłem jest odwłok), bazuje na Debianie, a według mnie osobiście najlepiej spisuje się na komputer osobisty z tego co testowałem. Co prawda laptop zawiera UEFI, ale z Secure Boot nie było żadnych problem, wystarczyło go wyłączyć i po problemie. Oba systemy zainstalowały się i działały prawidłowo. Muszę jednak przyznać, że sprzęt po wrzuceniu Windows 8.1 i tak wymaga instalacji kilku dodatkowych sterowników (np. do karty dźwiękowej), bo niektóre z elementów to wręcz jakieś egzotyki.

Obecność ekranu dotykowego pozwoliła mi sprawdzić na własnej skórze i w nieco dłuższej perspektywie jak spisuje się to w Windows 8. Podsumować muszę to tak, że nie zgadzam się z wieloma osobami jakie oceniają ten system mówiąc, że bez dotyku w zasadzie nie ma on sensu, lub jest ułomny. Powiem tak: dla mnie fakt możliwości używania ekranu dotykowego w zasadzie nic w tym urządzeniu nie zmieniał. Skoro jest klawiatura, jest touchpad, a na dodatek podłączyłem myszkę bezprzewodową, to dotyk stracił dla mnie rację bytu. Owszem, miał swoje zalety, ale w zasadzie jedynie w jakich gierkach dostępnych w wersji Modern. Poza tym w zasadzie nie zauważyłem żadnych różnic i nic nie zachęcało mnie do mazania palcem po ekranie. Precyzja tego rozwiązania jest na tyle mała, że szybko przegrywa z rozwiązaniami klasycznymi. Wynika to jednak również z tego, że używałem głównie trybu desktop. Choć używam Windows 8 od premiery, tak nadal bardzo rzadko zaglądam na ekran startowy w poszukiwaniu konkretnych aplikacji Modern, bo po prostu filozofia ich działania mnie nie zachęca i nie widzę żadnej potrzeby ich używania. Możliwe, że zupełnie inaczej byłoby na tablecie, gdzie nie miałbym klawiatury czy touchada na wyciągnięcie ręki (cóż za ironia).

asus5

asus6

Próba na Ubuntu w zasadzie dala takie same rezultaty. Choć system, a raczej środowisko jakim jest Unity pod niektórymi względami teoretycznie nadaje się do obsługi dotykiem, tak w praktyce jest to zbyt niewygodne i zbyt czasochłonne aby miało rację bytu. Postanowiłem nawet spróbować dotykowej przeglądarki tworzonej właśnie z myślą o Ubuntu jakąś można znaleźć w zasobach dla tej dystrybucji, lecz niewiele to zmieniło. Nadal o wiele chętniej sięgałem po klawiaturę lub touchpad, a gdy w zasięgu była myszka, nie było mowy o obsłudze dotykiem. W efekcie tego testu jestem bardzo sceptycznie nastawiony do takich urządzeń. Są większe od tabletów, mają klawiatury, przez co dotyk robi się zbędny. Z drugiej strony wymiary i waga zachęcają do walnięcia się na kanapę, a wtedy można naprawdę wykorzystać zalety dotyku, chociażby przy przewijaniu stron internetowych… Tylko czy nie lepiej wziąć wtedy do ręki po prostu tablet?

Pewnym eksperymentem było zainstalowanie Chrome w wersji beta/dev i wypróbowanie interfejsu z projektu Aura. Laptop przekształcił się w coś na miarę Chromebooka i spisywało się to całkiem nieźle… Gdyby nie pewien detal. O ile klawiatura ekranowa dostępna w Windows automatycznie pokazuje się przy wpisywaniu danych (np. adresu) w głównym oknie przeglądarki, o tyle w ogóle nie była dostępna w aplikacjach dodatkowych, chociażby Google Keep. Gdyby nie ta pewna dysfunkcja, byłoby naprawdę dobrze.

Wydajność, praca na baterii

Sercem ultrabooka jest niskonapięciowy procesor Intela z serii Ivy Bridge, model i5-3317U jego taktowanie to 1,7 GHz, lecz w trybie Turbo może osiągnąć aż 2,6 GHz. Za wyjątkiem vPro wspiera on wszystko ważniejsze technologie (m.in. wirtualizację, wsparcie dla AES). W procesorze znajdziemy układ graficzny HD4000, do tego dorzucono 6 GB pamięci DDR3 o taktowaniu 1600 MHz. Pamięć na dane to połączenie 500 GB 5400 RPM a także znacznie szybszego, acz niewielkiego 24 GB SSD pod mSATA. Użyciem tej dodatkowej przestrzeni zajmuje się dedykowane oprogramowanie i muszę przyznać, że robi to naprawdę dobrze, by system pracuje żwawo i bez problemów. Podczas całego testu nie natknąłem się na użycie, w którym brakowałoby mocy. Co prawda sprzęt nie nadaje się do zaawansowanych gier, ale HD4000 wystarczy na nieco starsze tytuły, poradzi sobie również z odtwarzaniem wszelkich materiałów wideo. W każdym razie, w taką TrackManię można grać bez większych problemów ;)

asus7

asus8

Podczas testu obciążeniowego postarałem się zbadać głośność. Muszę przyznać, że ultrabook jest długo naprawdę cichy i kultura pracy stoi na wysokim poziomie. Jednoczesne uruchomienie Prime95 oraz FurMarka doprowadziło go do zwiększenia obrotów, ale nadal nie była to w żadnym wypadku suszarka do włosów. Temperatura procesora nie osiągnęła nawet 85 stopni Celsjusza i choć pracował on wtedy na taktowaniu 1,7 GHz nie wchodząc na tryb Turbo, to jednak nie miał miejsca żaden throttling czyli zaniżanie taktowania znane z niektórych innych urządzeń. Całość pozostaje za to na tyle chłodna, że nie ma żadnego dyskomfortu związanego z wydzielanym ciepłem. Bez obciążenia temperatura procesora to około 50 stopni, tak w Windowsie jak i pod Ubuntu. Rozczarowuje nieco czas pracy na baterii, który wynosi około 4 godzin pracy nad dokumentami, dosyć niskiej jasności i włączonym WiFi. Po urządzeniu tak mobilnym chciałoby się po prostu czegoś więcej.

Podsumowanie

Czas najwyższy jakoś podsumować tego ultrabooka od Asusa. Zrobił on na mnie naprawdę niezłe wrażenie, choć przyznam, że na dotyku się zawiodłem. Po prostu przy urządzeniu z klawiaturą jest to jak dla mnie zbędny bajer. Może czas i nowe aplikacje zmienią postać rzeczy. Sama idea ultrabooka jako takiego natomiast bardzo mi się spodobała. Urządzenie waży niespełna 2 kg, co przy jego niewielkich wymiarach jest naprawdę sporą zaletą. Bardzo wygodnie używało się go do prac typowo biurowych, komunikatorów czy przeglądania Internetu, a wrzucenie do plecaka nie powodowało nadwyrężania kręgosłupa.

Czy byłbym skłonny kupić to urządzenie? Z jednej strony tak… z drugiej, gdy patrzę na to co oferuje używany przeze mnie kadłubek XNOTE stwierdzam, że przy braku komputera stacjonarnego wady takie jak nieco większa waga czy wymiary są naprawdę do przeżycia. Przynajmniej nie muszę się martwić o niewymienialną baterię, a i od czasu do czasu mogę uruchomić coś bardziej wymagającego, a cena niemalże 3000zł to jednak niemało jedynie za niewielkie wymiary i wagę.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.