Laptop czy komputer stacjonarny?

Dobra, koniec tej nieefektywnej i bezproduktywnej przerwy, trzeba kuć żelazo, póki gorące! Szczerze to zaczynam się zastanawiać, o czym będę pisał za jakiś czas… wpisy z listy “do zrobienia” bardzo się ostatnio uszczupliły, na niektóre nie ma natomiast za bardzo możliwości (test skryptów for obiecany ho ho ho czasu temu). No ale dobra, mniejsza z tym wszystkim, jakoś to przecież będzie i jeżeli sam na coś nie wpadnę, z pewnością Wy podsuniecie mi pomysł. W sumie to pomysł na dzisiejszy wpis narodził się w taki właśnie sposób, przypadkowo, podczas rozmowy ze znajomym. Sam ponad rok temu stanąłem przed wyborem: zostać przy komputerze stacjonarnym, czy może przesiąść się na laptopa? Wybrałem to drugie rozwiązanie i szczerze nie żałuję, ale postanowiłem przestawić zalety i wady obu tych rozwiązań. A nuż komuś przyda się, gdy stanie przed takim dylematem jak ja?

Różnice pomiędzy komputerem typu desktop a notebookiem

Przede wszystkim na początku należy zastanowić się, co różni oba te typy komputerów. To co dosłownie rzuca się na pierwsze spojrzenie to… no dobrze myślicie, wygląd. Desktopy co prawda potrafią być małe (np. Media Center), ale w większości wypadków są to dosyć spore “blaszane pudła” zajmujące specjalne miejsce w biurkach. Komputery przenośne tymczasem najczęściej są znacznie mniejsze i leżą na biurkach, ponieważ bezproblemowo się tam mieszczą. Dla budżetu domowego sporą różnicą mogą być rachunki za prąd, w szczególności wtedy, gdy naprawdę dużo korzystamy ze sprzętu. Różny jest także komfort korzystania, możliwości przyszłych zmian, no i oczywiście to co najważniejsze, a więc cena, najczęstszy nasz dyktator i tyran (albo jak kto woli, doradca finansowy), gdy wybieramy się na większe zakupy. Zastanówmy się nad każdą z tych kwestii nieco dłużej…

Mobilność

Niewielka waga, rozmiar i opcja pracy na baterii daje nam możliwość korzystania z laptopaodróży czy w terenie. Wystarczy plecak lub odpowiednia torba i w kilka sekund jesteśmy gotowi, aby iść z komputerem do znajomego, na konferencję, do pracy, no dosłownie gdzie dusza zapragnie. Choć obecnie coraz więcej telefonów i smartphonów jest reklamowanych jako sprzęt pozwalający na mobilny dostęp do internetu, nie możemy zapominać o tym, że noteeboki i netbooki również nam to oferują (a przy okazji i znacznie więcej), w szczególności jeżeli posiadamy dodatkowy modem zapewniający dostęp do sieci komórkowej. Ciężko natomiast powiedzieć coś takiego o stacjonarce. W najlepszym wypadku weźmiemy go “pod pachę”, z najgorszym, nie obejdzie się bez samochodu czy też jakiegoś niewielkiego wózka. Sama nazwa tego typu komputera przeczy mobilności, a więc raczej możemy o niej zapomnieć.

Wydajność != wydajność

Stając przed wyborem: desktop vs notebook musimy poważnie zastanowić się, do czego tak naprawdę najczęściej wykorzystujemy komputer. Jeżeli są to gry, to osobiście odradzam wybór komputera przenośnego, ponieważ modele na których nowe tytuły działają sprawnie kosztują krocie (ponad 3000zł), a na dodatek są niemiłosiernie gorące i hałaśliwe. Co prawda na słabszych też można uruchomić wiele gier, ale głównie tych starszych. Jesteście fanami FPSów? No to laptop nie jest dla Was, koniec kropka. W stacjonarce zawsze możemy kupić inną kartę graficzną, choć obecnie już takie za około 500-600zł oferują wydajność pozwalającą na rozgrywkę z większością najnowszych efektów graficznych. W innych zastosowaniach wygląda to już znacznie lepiej, o ile mamy dosyć zasobny portfel – wiele nowych notebooków wyposażonych jest w procesory Intela z serii i3/i5/i7, sam jestem posiadaczem takowego i powiem Wam, że różnica jest spora w porównaniu do E2160 używanego na stacjonarce (acz fakt faktem, znacznie tańszego). Jest sprzętowa wirtualizacja, pamięci też nie brakuje, więc naprawdę może sensownie testować różne rzeczy przy użyciu VMWare jak i Oracle VirtualBoxa. Dysk twardy? No niestety ceny dobrych SSD nadal dosięgają stratosfery, więc tu laptopy przegrywają: większość obecnie sprzedawanych dysków 3,5” ma wydajność 1/4 – 1/3 lepszą, niż ich mniejsi braciszkowie, a ceny są podobne. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby kupić komputer przenośny z naprawdę wydajnymi podzespołami, ale szybko może okazać się, że niepotrzebnie wydaliśmy pieniądze: nie dość że się grzeje, to taki ciężki, że nie warto nosić ze sobą… a więc staje się on stacjonarny.

Porządek

Dla osób lubiących porządek (czyli np. dla mnie) wymiana desktopa na laptopa oznaczała również uwolnienie się od całej plątaniny kabli i przewodów rozciągniętych praktycznie po całym biurku. W większości wypadków wystarczy tylko kabel od zasilania sieciowego, choć i on nie jest potrzebny, jeżeli pracujemy za zasilaniu z baterii. Znacząco zwiększa się również ilość wolnego miejsca, bowiem miejsce przeznaczone poprzednio na komputer stacjonarny możemy przeznaczyć na coś zupełnie innego – książki, płyty, jakieś akcesoria. W przypadku desktopu musimy (nie, nie musimy, ale powinniśmy) zadbać o odpowiednie ułożenie przewodów, których jest dosyć sporo: zasilanie, monitor, najczęściej klawiatura i mysz, bardzo często dodatkowy kabel USB lub RJ45 do połączenia z siecią, od jednego do kilku przewodów idzie również do głośników. Nieco tego jest, nieprawdaż?

Konserwacja urządzeń

Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze lubiłem dbać o swój sprzęt. Gdy posiadałem komputer stacjonarny, chociaż raz w miesiącu otwierałem obudowę i czyściłem niemal całe wnętrze z kurzu. Również obudowę raz na jakiś czas warto było przejechać już odpowiednimi środkami, podobnie zresztą jak monitor, w który tak długo wbijamy wzrok. Nie trzeba tego oczywiście robić codziennie, ale zawsze angażuje nas to na ładne parędziesiąt minut. Gorzej jest wtedy, gdy ktoś sobie o bebechach komputera przypomni wtedy, gdy coś zaczyna nie działać. Niestety miałem okazję czyścić taki sprzęt i nie jest to nic przyjemnego (warto założyć na usta i nos maskę). Tutaj znowu muszę więc dać punkt laptopowi. Obecnie czyszczę go raz w tygodniu: wystarczy wyłączyć, odłączyć zasilanie i przedmuchać najważniejsze otwory. Poza tym ściereczka (np. z mikrofibry) a do niej jakiś środek czyszczący i w kilka sekund ścieramy całość. Wnętrze można czyścić i w tym wypadku, ale czy wymaga to częstych interwencji? Niespecjalnie, a przynajmniej nie w wypadku chociaż przeciętnie spasowanego urządzenia.

Oprogramowanie zawarte w cenie

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż w znakomitej większości obecnie sprzedawanych komputerów znajdziemy nawet najnowszy system operacyjny z rodziny Windows w wersji OEM, praktycznie za darmo, co potwierdzają ceny nielicznych przypadków bez systemu. Co du dużo ukrywać, jest on póki co najpopularniejszym rozwiązaniem, a wiele osób (w szczególności tych, które nie kupują gotowych zestawów a składają je sobie sami) niestety ciągle używa pirackiego oprogramowania. Skoro jest szansa, to chociaż system możemy mieć legalny i warto z tego skorzystać. Oczywiście jeżeli Windows nam nie odpowiada, zawsze możemy skorzystać z innego systemu. Wydawać by się więc mogło, że mamy tutaj remis. Niestety nie. Z doświadczenia wiem, że gotowe do kupienia zestawy komputerowe są… dosyć kiepskie. Wystarczy w radiu posłuchać reklam, brzmiących często mniej-więcej tak: “… najnowocześniejszy procesor Intel! Karta GeForce 512 MB! A wszystko to za jedyne….“. Baaardzo dużo mi to powiedziało. Prawdę mówiąc, można tak kupić kompa z Pentium 4 na pokładzie i GF z serii 5xxx. Czy biorąc pod uwagę multimedia możemy nazwać to wydajnym rozwiązaniem? Nie twierdzę, że wszystkie sklepy wciskają nam buble, ale i tak zjawisko to jest powszechne i masowe. Z tego względu zawsze sam wolałem skompletować sobie całość i niejednokrotnie pomagałem przy tej czynności znajomym. Przy czymś takim niestety możemy pożegnać się z systemem w wersji OEM, chyba, że sami go dokupimy, ale to dosyć znacząco zwiększa cenę zestawu. W laptopach trudno o coś takiego, a kadłubki stanowią dosyć niewielką część rynku. Oczywiście problem ten nie dotyczy użytkowników innych systemów. Zaraz, zapomniałbym o jeszcze czymś: crapware. Z jednej strony, na lapie dostajemy system, z drugiej jednak, dostajemy dodatkowo gratis taki ogrom śmieci, że musimy często poświęcić dodatkowy czas, na stawianie calutkiego systemu na nowo, bo sama deinstalacja może nie dać takich rezultatów, a praca na tak zawalonym OSie jest dosyć irytująca. Czyżby remis?

Względy ekonomiczne i perspektywy rozbudowy

Jak pisałem już wcześniej, komputery przenośne są znacznie bardziej oszczędne niż ich stacjonarne odpowiedniki. Różnica wbrew pozorom nie jest mała – typowy laptop podczas surfowania po internecie “bierze” od 10 do 20 W (tyle co energooszczędna żarówka), zaś podczas intensywnej pracy ok. 50-60W. Przy podobnych warunkach desktop pożera odpowiednio około 80 i ponad 200 W. Oczywiście wszystko zależy od konfiguracji sprzętowej, jednak różnica zawsze będzie spora i na korzyść notebooka, ponieważ nie ma w nim nawet możliwości odprowadzania zbyt dużej ilości ciepła. Z drugiej strony: po jakim czasie ta różnica w ogóle nam się zwróci? Kupując dobrej klasy notebooka musimy liczyć się z wydatkiem grubo ponad 2000 złotych. Nie jest to kwota mała, a już na pewno nie wtedy, gdy musimy na raz całą ją wyłożyć na ladę. Komputer stacjonarny o podobnej wydajności kupimy zazwyczaj znacznie taniej, zaś składając go samemu, możemy z czasem zmieniać poszczególne elementy, więc na początek wystarczy jakaś dobra platforma bazowa. Doliczając do tego możliwość overclockingu, możemy kupić tani procesor i dobrą płytę główną, a za jakiś czas dokupić porządną kartę graficzną i nieco pamięci. Jeżeli nie gramy w gry komputerowe, to cena takiego stacjonarnego komputera będzie jeszcze niższa i za cenę laptopa, często da się złożyć więcej niż tylko pojedynczą jednostkę centralną. Gdy wydamy już sporą kwotę, możemy odliczyć nieco za akcesoria, które normalnie musielibyśmy dokupić: kamerka internetowa zintegrowana, podobnie mikrofon, nie brakuje czytnika minimum 3 rodzajów kart, gdzieś z boku widać złącza HDMI oraz eSATA… niby takie to drogie, ale otrzymujemy przynajmniej dosyć spory wachlarz możliwości i interfejsów.

Komfort: hałas i temperatura

Zastanówmy się teraz nad tym, co cechuje lepszy komfort użytkowania. Nie możemy tu mówić np. tylko o pisaniu na klawiaturze, bo rozbija się to na wiele czynników. Jak dla mnie istotny jest przede wszystkim poziom generowanego hałasu – akceptowalny to znaczy, że można spokojnie spać, gdy w tym samym pomieszczeniu działa komputer. Tutaj ponownie wiele zależy od naszych upodobań. Jeżeli kupimy gotowego desktopa, do tego przeznaczonego do gier, możemy od razu zapomnieć o ciszy, lepiej zawczasu przyzwyczajać się do szumu i warkotów. Gdy sami składamy komputer i go modernizujemy, możemy zadbać o to, aby był niemal bezgłośny – stacjonarka którą posiadałem jeszcze w styczniu 2009 roku była pod tym względem naprawdę dobra. Nie dość, że odpaliłem na nim wszystkie nowe tytuły, to jeszcze było autentycznie bezgłośnie. Wszystko za sprawą wielkich, ale wolnoobrotowych wentylatorów, dysku leżącego na gąbce i nieźle obniżonych napięć. Komputery przenośne najczęściej mniej się nagrzewają i mniej hałasują. Większość z nowych modeli wystarczy jednak nieco obciążyć, chociażby filmem uruchomionym na YouTube, a zaczną przypominać suszarkę. Fatalnie wygląda sytuacja w grach i mocnym sprzęcie – tam można już mówić o startującym bez końca samolocie. Biurowy sprzęt spisuje się oczywiście znacznie lepiej. Kolejna sprawa, to same temperatury. Nawet jeżeli nie przeszkadza nam hałas, podwyższona temperatura elementów może być czymś denerwującym. W desktopach problemu nie ma, bo na klawiaturę czy mysz nijak to nie przechodzi. W laptopach i owszem, wszystko staje się cieplejsze, zaś trzymanie na nogach może być nieprzyjemnym doświadczeniem (wystarczy, że przypomnę sobie Paviliona z włączonym Battlefieldem…).

Komfort: klawiatura i dźwięk

Oprócz używania myszki, non stop chodzi klawiatura. Jest to bardzo ważny element komputera, który w znacznej mierze decyduje o naszym komforcie. W stacjonarce nie ma problemu, ponieważ dopasujemy co tylko nam się spodoba (i na co nas stać). W notebooku zaczynają się schody: nie dość, że brakuje najczęściej modułu numerycznego, to i cała reszta jest wyraźnie pomniejszona. Są laptopy z bardzo wygodnymi klawiaturami, ale są i z fatalnymi, niestety, nie będziemy w stanie tego wymienić, więc musimy przy zakupie dobrze sprawdzić, czy na pewno będzie nam ona odpowiadać. Trudno byłoby, gdybym nie poruszył również tematu dźwięku. Tutaj znowu daje o sobie znać “modułowa budowa” zestawu komputerowego: nie pasuje nam zintegrowana dźwiękówka? No to wymienimy. Nie pasują nam głośniki? No to wrzucimy nawet zestaw 5.1. W kompie przenośnym karty dźwiękowej nie zmienimy, wbudowane głośniczki można raczej nazwać brzęczkami, zaś i złącz jack jest jak na lekarstwo, a nie każdy zestaw podłączymy czymś innym. Skoro już mówię o muzyce, to warto powiedzieć o multimediach w ogóle. Szczerze, to używając Paviliona byłem bardzo w tej kwestii zadowolony: nie dość, że posiadał napęd Bluray, to jeszcze znalazło się miejsce na złącze HDMI. Podłączenie do telewizora (bez ciągnięcia przewodów przez cały dom) trwało kilka sekund, no i mniej problemów z odtwarzaniem filmów, bo na komputerze, w przeciwieństwie do odtwarzacza dvd, uruchomimy wszystko. Nie wyobrażam sobie za bardzo podobnego “chwytu” z użyciem stacjonarki – przenosić wszystko tylko po to, aby zobaczyć film? Raczej nie ma sensu.

Komfort: monitor vs wyświetlacz notebooka

Ostatnia rzecz to wyświetlacz i monitor. Wiele osób boi się kupować laptopa, bowiem uważa, że nieco ponad 15 cali to “o wiele za mało”. Liczbowo takie porównanie dajmy na to 16 do 21 cali wypada nieźle, ale jak jest w praktyce? Weźmy pod uwagę to, że monitor jest od nas odsunięty, często o dosyć sporą odległość. Notebooka mamy natomiast “pod nosem” i wtedy to co wydaje się małe, nagle staje się ogromne. Niektóre osoby ze względu wykonywanej pracy decydują się na zakup dodatkowego monitora: jeżeli trzeba, jest to optymalne rozwiązanie. Tym bardziej, że najczęściej matryce w notebooka są gorszej jakości, niż w zwykłych monitorach LCD (przynajmniej wtedy, gdy mówimy o najpopularniejszej półce cenowej). Inni uważają, że jak kupować lapa, to tylko z wyświetlaczem 17 cali lub więcej. Zadam im proste pytanie: po co Wam coś tak wielkiego i ciężkiego? W efekcie komputer przestaje być przenośny, traci walory dotyczące mobilności. Zwrócić uwagę muszę na jeszcze coś, a mianowicie na typ matrycy. Baaardzo ciężko dostać obecnie monitor LCD z matrycą matową. Kto by taki chciał? A na przykład ja. Nie jestem grafikiem, nie potrzebuję strasznie wyraźnych kolorów, a za to naprawdę denerwują mnie refleksy świetlne. No i o ile monitor trudno znaleźć, o tyle notebooków z takim rozwiązaniem nieco jest.

Kończ waść, werdykt wydaj!

Oj wpis ten wyszedł ogółem jakiś taki strasznie długi, do tego chaotyczny jak nigdy, a z pewnością nie napisałem wszystkiego o czym myślałem. No ale trudno to porównać, czynników i zmiennych za wiele: wszystko zależy od Waszych upodobań, od zasobności portfela, od tego co robicie, od pogody na zewnątrz… :) Nie wiem czy ktoś wytrwał do końca wpisu, ale ostateczny werdykt raczej go wkurzy: całkowity remis. Dlaczego? Jak już wyżej napisałem, i tak każdy wybierze to, co ostatecznie uzna za bardziej przydatne w jego konkretnym wypadku. Póki co magiczna kula nadal jest w naprawie, więc nie mogę tu napisać co komu polecam.  Mam jednak nadzieję, że zapoznanie się z tym wpisem choć kilku osobom pomoże w podjęciu decyzji, której trudność jest wprost proporcjonalna do posiadanego budżetu.

One thought on “Laptop czy komputer stacjonarny?

  1. zawsze jeszcze sa serer racki… te bestie nie sa takie glosne jakby sie niektorym wydawalo (albo od siedzenia w boxie przez 6h w tygodniu przywyklem do halasu generowanego przez 4 serwery (w tym macierz raid)); z tym rozmiarem matrycy w laptopach to sprawa ma sie dwojako – z jednej stromny wieksze sa ciezsze z drugiej wychodza taniej (nie wspominajac o chlodzeniu)(chociaz w praktyce w cenie na jedno wychodzi ae jest ogromna roznica w mocy obliczeniowej)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.