Kubek termiczny z Biedronki – minirecenzja

W ubiegający weekend siostra (dzięki Monika!) pokazała mi jakie kubki termiczne kupiła ostatnio w Biedronce. Nie powiem, gadżety tego typu z marketów bywają dobre, bywają gorsze, ale nie ulega wątpliwości, że są one tanie i przez to można je śmiało wypróbować. Siostra była zadowolona, ja chciałem przetestować nowy nabytek rowerowy i potrzebowałem czegoś, w czym zabrane ze sobą płyny nie zamarzną mi i tym samym nie zadziałają odwrotnie do tego, czego się spodziewałem. Postanowiłem więc spróbować i wiecie co? Jeśli potrzebujecie czegoś takiego, bierzcie w ciemno!

Niewielkie kubki termiczne pojawiły się chyba pod koniec ubiegłego tygodnia w Biedronce. W zasadzie nie od razu muszą zdradzać czym są tak naprawdę – znajdziemy na nich bowiem zabawne napisy typu “Jaśnie Pani” lub “Pan Kierownik”, które raczej nie sugerują, że mogą się nadawać do czegoś więcej, niż tylko ozdoby. Koszt to niecałe 20 zł, a sama budowa jest bardzo prosta – ot, mamy korpus, a do niego odkręcany dekielek z uszczelką i przyciskiem do blokowania/odblokowania ustnika. Po wykręceniu dekielka możemy się przekonać, że tak naprawdę nie jest to zwyczajny plastikowy kubek, lecz niewielki termos. Wystarczy zalać go wrzątkiem, odczekać kilka minut (tak nakazuje instrukcja), zamknąć, zablokować… po czym wybrać się na wycieczkę, czy to pieszą czy rowerową i po prostu cieszyć ciepłym płynem. Takie są założenia, a jak sprawuje się to w praktyce?

Okazja do testu pojawiła się w sobotę i w niedzielę. W każdy z tych dni wybierałem się na przejażdżki rowerowe. Niezbyt długie, bo około 1,5 godziny, ale za to w warunkach raczej mało sprzyjających – śniegu już za wiele nie ma, wbrew zapowiedziom pogodynek pozostał jednak mróz na poziomie od -4 do -2 stopni. To nie byłoby jeszcze nic strasznego, mam bowiem odpowiedni ubiór, który również będę na blogu opisywał, ale doszedł do tego dosyć mocny wiatr (około 16-18 km/h), który powodował, że odczuwalna temperatura była już gdzieś na poziomie -9 stopni. Przy czymś takim jazda rowerem nie należy do najprzyjemniejszych czynności. Dodajmy, że jazda mieszana i momentami wymagająca, bo testowałem nowy sprzęt. Łatwo więc o bardzo szybkie wychłodzenie.

Kubek nie miał łatwo – umieszczony w koszyku na bidon (pasuje idealnie) był narażony tak samo jak ja na wiatr. I wiecie co? Po godzinie jazdy niemal poparzyłem się herbatą, którą wcześniej do niego wlałem. Termos działa świetnie, a że pasuje do koszyków, okazuje się wręcz niezastąpiony –  w tej cenie nie znajdziemy raczej porządnych bidonów termicznych, tylko zwyczajne (choć i te czasami będą droższe), w których herbata byłaby już na tyle zimna, że wolałbym w ogóle jej nie pić. Jeśli nigdy nie próbowaliście to uwierzcie, że nie ma nic gorszego niż uczucie zimna spotęgowane dodatkowo wlewanym w siebie zimnym napojem… Tu problemu nie ma. No prawie, bo kubem ma jedną wadę – jego pojemność to tylko 350 ml. Skromnie, bardzo skromnie patrząc na dwukrotnie pojemniejsze bidony. Z drugiej strony, zimą nie będziemy raczej szaleń na bardzo długich wyprawach, a na dodatek pragnienie nie jest takie, jak przy podobnej jeździe latem.

Ogólnie więc, jestem z zakupu szalenie zadowolony i polecam ten kubek każdemu, kto chce zachować ciepły napój. Tak przy wędrówce pieszej, jeździe rowerowej, jak i tym bardziej gdy jest w domu i narzeka na szybko stygnącą herbatę. Mała pojemność jest do zaakceptowania biorąc pod uwagę jego śmieszną cenę. W przeciwieństwie do np. termicznych bidonów zamawianych na AliExpress tutaj mamy z kolei gwarancję, o ile nie zapomnimy oczywiście o paragonie podczas zakupu (no właśnie, gdzie ja go posiałem?). Jeśli potrzebujecie, bierzcie śmiało.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.