Introwertyk – o ciszy w krzyczącym świecie

W ramach tego co ostatnio obiecałem, chciałbym zaprosić do lektury drugiego, dosyć nietypowego jak na moją „twórczość” artykułu. O czym on jest… po części o mnie, po części o podobnych osobach, a także o zadeptywaniu i częstym braku poszanowania. Chciałbym tu przedstawić osobnika jakim jest introwertyk. Z analizy własnego dotychczasowego życia, wielu obserwacji, a także innych, sprawdzonych źródeł wiem, że jestem dosyć skrajnym przypadkiem tego typu. Jeśli ktoś już wie czym jest introwersja, również może przeczytać artykuł aby dowiedzieć się jak wyglądają osobiste spostrzeżenia, a nie tylko suche naukowe dywagacje na ten temat. Dla innych może to być natomiast pewne źródło informacji o tym, że są ludzie mający inaczej. Może to pozwoli zrozumieć ich zachowanie.

Dlaczego zdecydowałem się napisać ten artykuł? Z trzech ważnych dla mnie powodów. Po pierwsze, mam wrażenie, że świadomość tego czym jest introwersja jest szalenie mała, a żyjemy w czasach, gdzie to krzyk i dynamika grają pierwsze skrzypce. Nie chcąc dać się zadeptać postanowiłem napisać to, aby ktoś mógł się dowiedzieć, że niektórym funkcjonowanie jakiego niejako oczekuje od nich obecne społeczeństwo może sprawiać duży problem. Drugi powód to moje spostrzeżenie, że obszar jakim się na tym portalu zajmujemy, a więc informatyka, jest doskonałym miejscem w jakie może wpaść introwertyk. Dlaczego? O tym dowiecie się w samym artykule. Po trzecie wreszcie, napisałem go dla samego siebie w związku z nieprzyjemnymi wydarzeniami jakie mnie spotkały. Tak po prostu, niech to będzie więc również wyrzucenie pewnych nagromadzonych emocji.

Kim jest i jak poznać introwertyka?

Kim jest więc ten cały wspominany introwertyk? Jak mówi nam Wikipedia, jest to cecha osobowości, w wypadku której percepcja człowieka jest kierowana do jego wnętrza, kosztem mniejszego zainteresowania światem zewnętrznym. Według tego samego serwisu ilość osób tego typu w społeczeństwie określa się na 25-46%, w co sam osobiście za nic nie uwierzę: z jednej strony introwertyka trudniej spotkać, z drugiej jednak i tak wydaje mi się to wynik znacznie zawyżony, po prostu przez obserwację innych ludzi. Możliwe też, że oceniam źle na podstawie własnych odczuć i tego faktu, że znajduję się w zasadzie na biegunie tej grupy. Nie wykluczajmy więc, że tak jest naprawdę, bo mogę się mylić.

W niektórych wypadkach bardzo łatwo poznać, że dana osoba jest introwertykiem. Relację na ten temat mogłaby zdać pewna moja znajoma, która podczas pewnej niewielkiej imprezy zapytała mnie: czemu jesteś taki smutny? Nie wiedziałem co wtedy powiedzieć, byłem zaskoczony, a równocześnie nieco zdenerwowany przez to, że padło takie pytanie. Tak, introwertycy często robią wrażenie osób smutnych, wiecznie nieobecnych, nie zwracających uwagę na otoczenie. Jest to prawda tylko w aspekcie nieobecności: często jesteśmy sam na sam ze swoimi myślami, nawet w miejscach, gdzie teoretycznie myślenie nadaje się jedynie do wyłączenia. To, że udało się mnie spotkać na imprezie, która bynajmniej nie była sąsiedzkim, kameralnym spotkaniem, to już coś dziwnego i obserwując otoczenie zapewne można było wychwycić osobę, która nie pasowała do reszty. To był jednak swoistego rodzaju eksperyment, który tylko potwierdził pewne osobiste spostrzeżenia.

Nie znajdziecie ich w takich miejscach. Nie znajdziecie ich na dyskotekach, dużych festynach czy kolosalnych wydarzeniach dla tłumów. Jeśli takowe osoby się tam pojawią, to prędzej z przymusu lub z jakiejś desperacji, chyba, że tylko w niewielkiej części są introwertykami. Znacznie większe szanse na ich odnalezienie są w domu, lesie, bibliotece, czy jakiejś spokojnej okolicy. Tutaj chciałbym wrócić do sprawy zwracania uwagi na otoczenie: owszem, jest ono bardzo uważnie obserwowane prze takie osoby. Miejsca spokojne to prawdziwe elektrownie, dające moc do działania: kałuża w jakiej widzimy odbicie drzewa, pojedynczy listek na gałęzi, szum wiatru czy delikatne przenikanie promieni słonecznych przez leśną koronę – to są rzeczy i zjawiska, jakie potrafią wprowadzić introwertyka w stan wewnętrznego spokoju i wyciszenia. One dają mu energię do funkcjonowania i rozbudzają kreatywność. Oczywiście piszę tu z mojej własnej perspektywy, wspólnym elementem jest jednak definitywny brak zamiłowania, a nawet złe czucie się w dużej grupie, hałasie.

Energia oraz pewne cechy

Jak już wspomniałem, energię czerpie się w sytuacjach spokojnych, gdzie można zostać sam na sam ze swoimi myślami. Dla przykładu, po wspomnianej imprezie, następnego dnia musiałem przejechać się rowerem w pewne spokojne miejsce, bo bez tego byłem niezdatny do życia. Kontakt z dużą grupą czy przebywanie w hałasie, a dodatkowo otoczeniu jakie mi nie odpowiada (np. zamienianie się imprezy w popijawę i majaczenie osób pod wpływem) powoduje niesamowite wypompowanie. Nie zmęczy mnie tak solidne ćwiczenie, jak rozmowa o za przeproszeniem pierdołach, czy właśnie taka „rozrywka”. Tutaj warto jednak zaznaczyć, że nie jest tak, że każda taka zabawa = zło. Nie. Gdy przebywa się w niewielkim gronie, gdy są to osobny znajdujące się na odpowiednim szczeblu zaufania, wszystko gra. Ważna jest też możliwość rozmowy. Gdy nic nie przeszkadza, gdy można zamienić chociażby kilka konkretniejszy zdań, człowiek czuje się znacznie lepiej.

Według badań introwertycy powinni być dobrymi słuchaczami. Gdybym miał wziąć pod uwagę chociażby wszystkie etapy nauki, to musiałbym się z tym zgodzić. Ważną cechą jest także skupianie się na jakimś konkretnym zadaniu. Widzę to nawet teraz, gdy piszę ten artykuł. Siadam i coś robię. Jeżeli coś mi to przerywa, od razu budzi się złość. Takowe reakcje występują zarówno gdy sprawcą jest np. dzwoniący telefon, dzwonek do drzwi czy nawet jakaś inna osoba. Posiłkując się raz jeszcze encyklopedią: introwertycy mają ponoć problem w zapamiętywaniu twarzy i nazwisk. Oj, to prawda. Można do tego doliczyć także daty urodzin. Co ja bym zrobił, bez notatnika… To się może wydawać śmieszne, ale tak jest w istocie, naprawdę. Najważniejsze jednak: liczy się spokój, spokój i cisza.

Tu właśnie dochodzimy do kwestii związanej z informatyką. W wielu jej dziedzinach nie jest wymagany jakiś specjalny kontakt z innymi osobami. Czasami tak, lecz na pewno nie jest to zajęcie tak rozmowne, jak chociażby praca w sklepie, praca jako konsultant, czy też przeprowadzanie zabiegów kosmetycznych i częste plotkowanie. Informatyka w wielu momentach wręcz wymusza od nas, aby zaszyć się z konkretnym tematem i pracować właśnie nad nim. To jest coś, co stanowi istny raj dla takiej osoby: brak czynników zewnętrznych powodujących „zagłuszanie”. Z drugiej strony, problemem jest tutaj trudność ze zmobilizowaniem się do działania (Łukasz, co z twoją pracą dyplomową do jasnej…?!), czy też niezbyt szybkie reagowanie w sytuacjach stresowych.

Relacje z innymi ludźmi

W wypadku introwertyków nie ma miejsca na coś takiego, jak pewne relacje z ludźmi. Prędzej można by powiedzieć o dwóch, maksymalnie trzech poziomach. Pierwszy to zwykła znajomość: powiem takiej osobie cześć, może zamienię jakieś zdanie i to w zasadzie tyle. Jest to podejście bardzo płytkie, które wydawać się może innym osobom ignoranckie. To nieprawda, po prostu, trudno oczekiwać od razu wylewności – zapomnijcie o tym. Znajdując się w tej grupie oczekiwać możecie znacznie większego milczenia, braku rozwijania rozmowy, czy też sporego dystansu osobistego. Oj tak, choć może wydawać się to dziwne, zbyt mały dystans fizyczny stanowi już dla introwertyka poważny dyskomfort i męczy go. Drugim poziom to znaczny skok do przodu. Z takimi osobami rozmawia się już znacznie bardziej otwarcie, nie ma tu takiego problemu z dystansem osobistym. Jeśli osoba będąca introwertykiem mówi Ci o czymś i nieźle się rozgada, lub też tym bardziej gdy mówi o swoich przeżyciach wiedz, że znajdujesz się w pewnym elitarnym gronie. Jest ono zawężone do bardzo niewielkiej liczby osób, bo to co można dać innym, jest ograniczone i osoby takie dobiera się z bardzo dużą rozwagą. Przyjaźń? To jest właśnie to. Ostatni etap to są osoby najbliższe. W ich wypadku mamy do czynienia z pełną otwartością, a także zerowym dystansem osobistym. Jeśli znajdziecie się tutaj, po prostu powinniście o tym wiedzieć.

Czy nawiązywanie kontaktu z introwertykami jest trudne? Tak, w szczególności gdy jesteśmy osobą bez zainteresowań, pasji, lub kierujemy się jakimiś odgórnie narzucanymi standardami i nazwijmy to modą, papką dla społeczeństwa. To co powszechne, to co potrafi wystarczyć innym, w tym wypadku najczęściej okazuje się czymś wręcz wrogim. Dodajmy do tego, że sam introwertyk może mieć poważne problemy z kontaktem z innymi – nie znając dobrze siebie może sądzić, że jest osobą dziwną, poza tym nie będzie robił niczego wbrew sobie i pchał się tam, gdzie wyraźnie się męczy. Tutaj najważniejsze jest tak naprawdę zaufanie. Te buduje się powoli, długo, co w świecie krzyku i gonitwy za wszystkim może okazać się zbyt trudne dla wielu osób. Zdarzają się jednak wyjątki, o czym sam się przekonałem obdarzając kogoś zaufaniem bardzo szybko i spontanicznie. Warto tutaj dodać, że tak i w przypadku innych osób, zaufanie to bardzo łatwo zburzyć. Po czymś takim introwertyk będzie traktował was jak wroga przez bardzo długi czas. Nie miejcie mu tego za złe: wpuścił was do swojego świata, a wy potraktowaliście go w nieodpowiedni sposób.

Warto byłoby także wspomnieć o pewnym micie. Na podstawie ogólnego zachowania introwertyków można sądzić, że są to osoby bardzo nieśmiałe. Nie jest to prawda, a przynajmniej nie w każdym przypadku. Taka osobowość „ułatwia” niejako bycie nieśmiałym, lecz wcale tego nie determinuje. Wiele takich osób jest jak najbardziej śmiałych, po prostu ich typowe zachowanie daje złudne wrażenie, że jest inaczej. Piszę o osobach, bo sam jednak do tego grona się nie zaliczam, nie będę ukrywał. Nie jest to jednak część osobowości, a charakter, a więc możliwa jest zmiana tego stanu rzeczy. Z drugiej strony przekonałem się, że to niekoniecznie dobry wybór i chyba odpuszczę sobie zabawę w zmiany. W odniesieniu do całości można by za to mówić o zwiększonej wrażliwości. Introwertycy mają znacznie większe szanse na to, aby być także melancholikami, z czym mogę się w stu procentach zgodzić. To połączenie bywa zabójcze, bywa naprawdę problemowe i człowiek pyta się: dlaczego jest jak jest? Odpowiedzi na to nie ma, po prostu trzeba korzystać z zalet jakie się posiada i nie narażać na sytuacje, gdzie ujawniają się wady.

Cisza… taka jak ta

Ja wiem, że świat krzyczy. Ja wiem, że chociażby tak bardzo nowoczesny, tak bardzo cywilizowany zachód promuje nam wiele rzeczy, które są przyjmowane z otwartymi ramionami. Ja wiem, że niektóre wartości zanikają, że ludziom brakuje poszanowania dla samych siebie. Niemniej, ja tego wszystkiego nie rozumiem i w dobie wszechobecnego krzyku i dzikości siadam, zamykam oczy i odpływam w swój lepszy świat. To rzecz jasna niczego nie zmienia, bo kiedyś te oczy trzeba w końcu otworzyć. Mam mimo wszystko nadzieję, że wpis ten rozjaśni umysł choć kilku osobom. Nie depczcie tego, co spokojne. Nie oceniajcie pochopnie tego, co inne. Przede wszystkim, nie róbcie tego na podstawie jakichkolwiek wcześniejszych doświadczeń. To że ktoś jest taki, nie determinuje tego, jaki jest ktoś inny. Spróbujcie to po prostu zrozumieć. Nie ma na to czasu? Oj jest, wystarczy nieco wrzucić na luz, naprawdę. Może zabrzmi to głupio, ale jeśli macie jakieś pytania, proszę bardzo.

Dzisiaj kota nie będzie.

One Reply to “Introwertyk – o ciszy w krzyczącym świecie”

  1. Dzięki za tekst.
    Ja akurat jestem i introwertykiem (w mniejszym stopniu niż to co opisujesz u siebie) i na dokładkę nieśmiały, i dzięki tez za wyjaśnienie jak to jest z twarzami. Bo tez potrafię nie rozpoznać znajomych, których widzę w innych okolicznościach niż zwykle, np. poza pracą i w innym ubraniu niż robocze.

    Pracowałem przez jakiś czas przy obsłudze ludzi – da się. Mógłbym też pracować w sklepie. Po prostu przy takiej pracy nie wchodzi się w żadne głębsze relacje z ludźmi, z klientami. Nie ma takiej potrzeby, więc nie mam z tym większego problemu. No i raczej nie zjawiają się klienci tłumnie, więc to też jest dla mnie znośne.
    Co innego jak jest tłum ludzi, od których czuję się zależny – dyrekcja, audytorzy, itp. Ale udało mi się odkryć techniki radzenia sobie przy wystąpieniach w tłumie, przy prezentacjach w firmie (patrzę na ścianę nad twarzami siedzących, tak żeby na twarze nie patrzeć, ale oni mieli wrażenie, że mówię do nich Tak samo przy szefie – jak się z nim spotykam, to patrzę na czoło, na czubek nosa, nie w oczy), ale każde takie wydarzenie to jest stres, przed którym czuję się jak zając na autostradzie.

    Dzięki tez za wyjaśnienie sprawy szybkości reakcji w stresie. Bo zauważyłem u siebie, że prawie nie potrafię zadziałać odruchowo. Jak ktoś się np. pośliźnie przewróci na ulicy, to przychodzę i pytam czy mu pomóc i jak. A nie łapię za rękę, by podnieść. Teraz już wiem skąd to mi się bierze.
    A tak to czułem się jakiś niedorobiony ;)

    Na imprezach też raczej siedzę, piję piwo/wódkę i obserwuję ludzi. I czuję się jakbym był za szybą, trochę jakbym patrzył w akwarium, w którym toczy się jakieś życie – bardziej poza mną niż ze mną. I też przeszkadza mi hałas, muzyka na poziomie głośności uniemożliwiającym rozmowę.

    Ps. Nie jestem informatykiem, choć mam pewne predyspozycje, lepiej rozumiem problemy komputerowe niż ludzi – próbowałem swoich sił przy tworzeniu stron www, ale jednak zabrakło mi zdolności.

Comments are closed.