Blokujemy reklamy na Androidzie

Ostatni raport firm Adobe i PageFair, jaki znalazł się w Internecie, a jaki dotyczy strat wynikających z blokowania reklam, zachęcił mnie do kilku przemyśleń. Sprawa dotyczy urządzeń mobilnych i zagadnienia dosyć prostego: a ile my, użytkownicy smartfonów i tabletów tracimy w związku z tym, że nawet na wersjach przeznaczonych dla takich urządzeń możemy natknąć się na naprawdę ciężkie reklamy? Zagadnienie to wcale nie jest takie trywialne, postanowiłem więc poruszyć temat tego, jak można reklamy zablokować na Androidzie.

Dlaczego warto blokować reklamy

Mnie o randze problemu przekonało to, w jaki sposób nawet bardzo wydajne urządzenia odczuwają reklamy na stronach mobilnych. Niedawno testowałem LG G4 – wydawać by się mogło, że dla sześciordzeniowego, nieprzegrzewającego się potwora wyświetlanie stron będzie po prostu bułką z masłem. Faktycznie tak było, aż do chwili, gdy natrafiłem na spore reklamy. W tym momencie dało się odczuć „czkawkę”, sprzet musiał przejść na wyższe taktowanie, co oczywiście negatywnie odbija się także na czasie pracy. Tego typu reklam jest natomiast w Sieci coraz więcej, bo coraz więcej jest użytkowników konsumujących treści za pomocą małych ekraników zamiast desktopowych przeglądarek na komputerach stacjonarnych czy laptopach.

Dla jasności: nie jestem zwolennikiem blokowania reklam, o ile oczywiście nie są one nachalne, a i bywają przydatne. Niestety dzisiejszy Internet wygląda tragicznie i nie wyobrażam sobie np. tygodnia przez uBlocka w przeglądarce na komputerze, z którego korzystam. Jeżeli ktoś się na to decyduje – proszę bardzo, ja wolę je blokować, a jeżeli natknę się na paywalla, rozważę zakup subskrypcji, lub odstąpię od lektury. To prosta zasada. Nie daję także przyzwolenia na to, aby wydawcy reklam katowali moje urządzenie mobilne i powodowali, że chcę wyrzucić je przez okno za sprawą spowolnień w przeglądarce. Pomijam tu oczywiście ciężkość samych stron internetowych, tego chyba jednak nie unikniemy w świecie, który już jakoś nie może się obyć bez ładowania ton JavaScriptu.

Dylematy moralne

Oczywiście dobrze byłoby od czasu do czasu zobaczyć jakieś sensowne reklamy, ale tutaj napotykamy na konflikt interesów. Ich personalizacja wymaga zbierania informacji na temat tego co robię, jakie strony odwiedzam i czym się interesuję. To jest już natomiast wizja nieco mniej pociągająca. Wystarczy, że Google robi to namiętnie, nie ma potrzeby, aby oddawać te dane wszystkim innym. Przy reklamach dochodzimy do jeszcze jednej kwestii: co z tymi w darmowych aplikacjach? Przyznam, że dawno ich nie widziałem, bo na ogół dobre aplikacje kupuję – jeżeli mnie zachęcą, to wolę wydać nieco więcej na wersję z dodatkowymi możliwościami. Warto jednak zaznaczyć, że reklamy w aplikacjach uderzają nie tylko w stan akumulatorka, ale także nasz pakiet internetowy – przecież te dane trzeba jakoś pobrać.

No dobrze, ale co możemy w zasadzie zrobić w takiej sytuacji? Wbrew pozorom całkiem sporo. Najnowsza wersja iOS o numerku 9 ma zawierać nową wersję przeglądarki Safari z opcją blokowania reklam. Na szczęście użytkownicy Androida nie muszą czekać na to, aż producent sprzętu lub systemu zdecyduje się na taki krok jak Apple. Sam korzystam z tego systemu i cenię go za to, że reklamy mogę zablokować i to na wiele sposobów różniących się efektywnością i wygodą. Przejdźmy więc do poszczególnych opcji, gdzie postaram się omówić zachowanie i cechy.

Firefox

Zdziwieni? Podejrzewam, że jednak nie. Pierwszą propozycją jest wykorzystanie przeglądarkiMozilla Firefox dla Androida. Umożliwia ona doinstalowanie dodatków, a co za tym idzie, znaczne zwiększenie użyteczności. W ich bazie znajdziemy dwa rozszerzenia, które powinny zwrócić naszą uwagę: AdBlock Plus, a także Ghostery. Pierwsze to doskonale znany twór, który od lat sprawnie blokuje reklamy na naszych komputerach w różnych przeglądarkach. Domyślne ustawienia pozwalają na wyświetlanie tzw. użytecznych reklam (zaiste idiotyczna i kłamliwa nazwa), a szczęście możemy to wyłączyć. Prosty kreator umożliwia nam także uruchomienie blokady elementów śledzących i różnych social-śmieci jak choćby panele polubieni Facebooka. Po co to komu? Jeżeli zechcę, wyszukam stronę na portalu i ją polubię… choć treści z niej i tak zapewne nie otrzymam ze względu na to, jak serwis ten obchodzi się z zasięgiem wydawców.

firefox

Drugie rozszerzenie ma na celu ochronę nas przed elementami śledzącymi. Blokuje skrypty takie jak np. Google Analytics, ale nie tylko. Po włączeniu blokady wszystkich elementów, a także ciasteczek, wycinana jest również spora ilość reklam. Nie wszystkie, bo dodatek ten nie jest zamiennikiem AdBlocka, niemniej sporo z nich już nie zobaczymy. Bez problemu możemy wiec korzystać z obu tych dodatków jednocześnie. Nic nie stoi także na przeszkodzie, aby zainstalować zewnętrzne alternatywy jak choćby bardzo popularnego uBlocka, który powinien być lżejszy niż AdBlock Plus. Co jednak ciekawe, opcję blokowania skryptów znajdziemy w samej przeglądarce.

Domyślnie jest ona wyłączona, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby ją uruchomić. W przeglądarce otwieramy adres about:config, wyświetlony zostanie panel ustawień zaawansowanych. W wyszukiwarce wpisujemy słowo tracking, a następnie zmieniamy wartość flagi privacy.trackingprotection.enabled. Po ponownym uruchomieniu Firefox będzie już samodzielnie blokował elementy śledzące na odwiedzanych witrynach. Powiadomi nas o tym symbolem tarczy wyświetlanej na pasku adresu i obok ikony strony. Choć przeglądarka ta jest pierwszym z rozwiązań, jakie podaję, odradzam korzystanie z niej. Moim zdaniem mobilny Firefox nie jest zbyt wygodny, a poza tym działa wolno i to nawet na bardzo wydajnych urządzeniach. Sam preferuję Chrome, niemniej równie dobrze polecam np. Dolphin Browser.

AdBlock Plus

Drugim rozwiązaniem, jakie chciałbym zaprezentować, jest oficjalna aplikacja AdBlock Plus dla systemu Android. Jej rozwiązanie jest stosunkowo proste: aplikacja tworzy w systemie serwer proxy, przez który przesyła ruch sieciowy. To umożliwia jej skanowanie hostów i wycinanie tych żądań, które odwołują się do elementów śledzących i reklamowych. Konfiguracja w przypadku Androida 3.1 i nowszych jest bardzo prosta: wystarczy postępować zgodnie z oficjalnym poradnikiem, a jeżeli posiadamy zrotowane urządzenie, to program zajmie się wszystkim automatycznie. Dodatkową zaletą w tej sytuacji (root) jest fakt, iż według zapewnień twórców program filtruje z większą skutecznością.

adblockplus

Ustawienia programu są skromne, ograniczają się do wyboru jednej z listy blokowania – w przypadku użytkowników z Polski najlepszym wyborem będzie EasyList, nie ma tu listy specjalnie dla nas – opcjonalnego zezwolenia na dopuszczalne reklamy (agrr..), a także automatyczne odświeżanie subskrypcji i uruchamianie programu przy starcie. Jak wygląda filtrowanie w praktyce? Korzystałem z AdBlocka Plus przez jakiś czas i okresowo napotykałem problemy z połączeniami sieciowymi. Warto także dodać, że program nie jest w stanie filtrować np. skryptów uruchamianych na wybieranych stronach, przez co radzi sobie gorzej od odmiany zainstalowanej jako rozszerzenie w przeglądarce Firefox. Warto go jednak wypróbować, może okazać się dobrym rozwiązaniem, tym bardziej że umożliwia zablokowanie reklam w aplikacjach.

AdBlock Browser

Zastanawiałem się, czy jest sens opisywać tego typu rozwiązanie. Uznałem, że chociaż o nim wspomnę. AdBlock Browser to nietypowy twór, jaki pojawił się pod koniec maja. Jest to nic innego, jak przeróbka mobilnego Firefoksa ze zintegrowanym modułem do blokowania reklam. Oczywiście działa tak samo, zwiększa za to wygodę, bo nie musimy już nic instalować ręcznie. Odpowiednie ustawienia znajdziemy bezpośrednio w przeglądarce, która automatycznie blokuje reklamy i według zapewnień twórców przyczynia się do znacznego wydłużenia czasu pracy na baterii. W dowolnym momencie możemy także wyłączyć blokowanie na danej stronie.

adblockbrowser

Wady? Jest ich sporo. Bazuje na Firefoksie, jest więc równie wolny co oryginał. Aby skorzystać z tej przeglądarki, musimy natomiast dołączyć do odpowiedniej grupy w sieci społecznościowej Google+, a następnie wyrazić chęć jej testowania. To wciąż wersja beta, więc procedura wygląda właśnie tak. Aplikacja nie oferuje interfejsu w języku polskim, ale nie jest to istota wada. Dużo gorszą jest fakt, iż bazuje na Firefoxie 37 (już trzy wersje do tyłu względem oryginału) i w zasadzie nie jest aktualizowana. Polecam jedynie do testów, w większości przypadków lepszym wyjściem będzie instalacja oryginalnego Firefoksa i doinstalowanie do niego wspomnianych wcześniej rozszerzeń.

Ghostery Privacy Browser

Kolejny produkt, który można by pominąć podobnie jak przeglądarkę AdBlock, ale o którym jednak warto wspomnieć. Ekipa tworząca ten dodatek również postanowiła stworzyć własną przeglądarkę, która będzie integrowała w sobie funkcje do blokowania śledzenia. Tym razem wykorzystano jednak projekt Chromium, co oczywiście poskutkowało stworzeniem projektu nieco szybszego w działaniu (to moja opinia, macie prawo się nie zgadzać). Aplikacja nie wymaga w zasadzie żadnego ustawiania: sama aktualizuję bibliotekę tropicieli i domyślnie blokuje nowe elementy, jakie się w niej znajdą. Całość jest dostępna w języku polskim,znajdziemy ją w Google Play, dzięki czemu robi lepsze wrażenie niż AdBlock Brower.

ghostery

Podczas przeglądania stron aplikacja informuje nas o liczbie zablokowanych elementów stosowną ikonką. Jej kliknięcie powoduje otworzenie opcji, w których w razie potrzeby możemy dany skrypt odblokować – powiedzmy, że lubimy sieci społecznościowe, więc pozwalamy na używanie Facebook Connect. Proszę bardzo, jedno tapnięcie i wszystko gra. Wady? No cóż, ostatnia aktualizacja miała miejsce w połowie kwietnia, co w przypadku przeglądarek oznacza ćwierćwiecze. Poza tym brakuje tu opcji do blokowania ciasteczek z nieodwiedzanych przez nas witryn, no i blokowania czegoś więcej, niż tylko reklam na stronach. Pomijam rzecz jasna brak np. synchronizacji z przeglądarką desktopową.

AdAway

Czas nareszcie przejść do nieco ciekawszych rozwiązań. Działanie AdAway jest bardzo proste – modyfikuje on systemowy plik hosts, który służy do malowania nazw domenowych. Mówiąc bardziej po ludzku: każe twierdzić naszemu urządzeniu, że serwer z reklamą znajduje się na nim samym. To powoduje oczywiście, że dane z reklamami i skryptami się nie pobierają. Proste, a nad wyraz skuteczne. Rzecz jasna moglibyśmy zrobić to sami, ręcznie, lub przez instalację odpowiedniej paczki z poziomu recovery, ale po co to robić, skoro mamy do tego dobry program.

Programu rzecz jasna nie znajdziemy w Google Play, jest za to dostępny w alternatywnym sklepie F-Droid, oczywiście za darmo. Uwagę zwracają jego ustawienia. Domyślnie program pobiera listy hostow do blokowania, czterech różnych lokalizacji, w każdej chwili możemy dodać nowe, własne. Tutaj mogę polecić sukcesywnie aktualizowaną, gigantyczną listę MoaAB (Mother of All AD-BLOCKING) dostępną na łamach forum XDA. Oprócz tego możemy samodzielnie dopisywać pojedyncze adresy do blokowania (np. w celu wyrzucenia sieci społecznościowych) u wykluczenia z blokowania. AdAway pozwala również na automatyczną aktualizację.

adaway

Oczywiście podobnie jak i inne rozwiązania, także i AdAway nie jest bez wad. Najważniejsza z nich to wymóg posiadania dostępu typu root. Jeżeli chcecie mieć pełną kontrolę nad urządzeniem, musicie je odblokować. Nie ma opcji, aby modyfikować plik hosts bez uprawnień systemowych. Choć program pięknie wycina reklamy na wielu stronach i w aplikacjach, w pewnych zastosowaniach kompletnie sobie nie radzi. Wystarczy w mobilnym chrome uruchomić tryb oszczędzania transferu, aby ruch był przesyłany przez serwer Google i wtedy AdAway nie będzie go filtrować. Nie pozwala on także na wycinanie reklam uruchamianych za sprawą skryptów znajdujących się na stronach, czasami możemy więc natknąć się na różne elementy przeszkadzające. W efekcie można go traktować jako „pierwszą linię obrony” i mieć na uwadze, że nie jest ona w 100% szczelna.

Adguard

Ostatnią propozycją jest rosyjski program Adguard. Przyznaje bez bicia, to mój zdecydowany faworyt – mówicie sobie co chcecie, nawet o sztucznej mgle, ale Rosjanie potrafią zrobić solidny kawał softu. To jest właśnie przykład tego typu. W działaniu przypomina on AdBlock Plusa, jest jednak pozbawiony jego wad. Aplikacja tworzy na urządzeniu mobilnym serwer proxy, dzięki któremu filtruje ruch. Rzecz w tym, że radzi sobie bez problemu także z serwisami szyfrowanymi (najprawdopodobniej przez zmianę certyfikatu, tutaj warto jednak zapalić żółte światełko) czy włączonym mechanizmem kompresującym strony dostępnym w przeglądarce Chrome.

Adguard jest bardzo prosty w obsłudze i zaraz po zainstalowaniu – standardowo tego brak w Google Play, plik APK jest dostępny na stronie producenta – wystarczy wyłączyć pozwolenie na te tzw. akceptowalne reklamy (cokolwiek to znaczy) i zaktualizować filtry, z jakich aplikacja korzysta. Choć nie znajdziemy tu odpowiedzialnego za polskie strony, te dostępne radzą sobie bardzo dobrze z blokowanie reklam na rodzimych witrynach. Do działania Nie jest potrzebny dostęp typu root, dzięki temu był to mój wybór podczas testowania LG G4.

adguard

Aplikacja pozwala także na skanowanie stron pod względem szkodliwego oprogramowania i prób wyłudzenia informacji. Może dodatkowo wycinać reklamy z aplikacji. Niestety obie te opcje nie są dostępne w wersji darmowej. Tak, program jest płatny, choć wersja podstawowa blokuje reklamy bez podnoszenia kosztów. Oficjalna cena zdecydowanie nie zachęci każdego, wynosi bowiem 209 zł. Dodam jednak, że za kwotę ta otrzymujemy licencje dożywotnią nie tylko dla jednego urządzenia z Androidem/iOS, ale także pod Windows. Da się ją jednak łatwo obniżyć do poziomu zaledwie 35 zł. Jak? Wystarczy przy składaniu zamówienia jako walutę wybrać ruble – TADAM! Tak oto możemy nabyć świetny program za bardzo atrakcyjną cenę. Zdecydowanie polecam.

Mała uwaga co do proxy

Na zakończenie dodam, że korzystanie z rozwiązań bazujących na proxy na swoje dodatkowe skutki, które mogą być mylące i wprowadzać użytkownika w błąd. System może nas informować, że pobierają one sporo energii i odpowiadają za większość ruchu sieciowego. Nie ma w tym nic nieprawidłowego – w końcu to przez nie przechodzą wszystkie dane, przez co statystyki są wyrazie zawyżone. Realny wpływ na działanie jest natomiast marginalny. Ba, dzięki blokadzie reklam wręcz zyskujemy, bo urządzenie nie jest tak obciążone i nie pobiera tyle energii.

Ja reklamy blokuję, a Wy?

Czy warto? Moim zdaniem prawidłowe pytanie brzmi: a czy da się jeszcze przeglądać Internet bez uruchomionego blokowania reklam? Próbowałem i efekty były raczej mało zachęcające. Nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała się poprawić. Będzie wprost przeciwnie, bo coraz aktywniej korzystamy ze sprzętów mobilnych, a firmy zajmujące się dystrybucją reklam nie mogą sobie pozwolić na to, aby zignorować potencjalny zysk płynący z tego faktu. Tylko od nas zależy, czy damy się w ten sposób strzyc, czy jednak odetniemy się od reklam. Oczywiście, jeżeli szanujemy daną witrynę, spokojnie możemy w jej przypadku wyłączyć blokadę. To już raczej kwestia osobistych preferencji i nikt nie powinien nam dyktować, w jaki sposób postępować.

Zachęcam wiec zarówno do wypróbowania powyższych metod, jak i dyskusji. Co wy sądzicie o blokowaniu reklam? Może znacie inne, lepsze sposoby na ich ominięcie? Z chęcią dowiem się, czy podobne rozwiązania nareszcie dostępne na np. Windows Phone.

One thought on “Blokujemy reklamy na Androidzie

  1. Dzięki za pomoc w wyborze filtra reklam. Dobrze wiedzieć, że są skuteczne filtry nie wymagające roota. Właśnie się przesiadam z symbiana (nokia e72) na androida i Twój blog dużo mi pomógł w konfiguracji :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.