Android czyli definicja szmelcu

Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta mój wpis smartfonowe szaleństwo z września ubiegłego roku, ale to jest na pewien sposób kontynuacja. Wspominałem w nim, że zostałem z Nokią E72. Udało się na półtora miesiąca, po którym zaliczyłem „krótki romansik” z Lumią 710, aby ostatecznie wrócić do Galaxy Nexusa, tyle tylko, że w wersji białej. Użytkuję go już w zasadzie bez przerwy cztery miesiące, a więc wszystko zmierza w kierunku przeciwnym do szpitala psychiatrycznego. W tym wpisie chciałbym natomiast nieco ponarzekać na Androida… wiecie, narzekanie to nasz narodowy sport, jesteśmy w nim naprawdę świetni, ale to trzeba ćwiczyć i pielęgnować, jeżeli chcemy zachować dobrą formę.

W wielu miejscach, w wielu dyskusjach Android jest wymieniany jako system z największymi możliwościami i najbardziej otwarty. Czy oby na pewno? Tak się dobrze składa, że Nexus to urządzenie referencyjne. Mam więc pokaz tego, jaką wizję zarówno na sprzęt jak i sam system ma Google – tak teoretycznie powinny wyglądać również inne telefony z robocikiem. Nie ma żadnych nakładek, żadnych bzdur, jest po prostu czysty Android oraz o wiele dłuższe i pewniejsze wsparcie, zarówno ze strony producenta, jak i osób zajmujących się tworzeniem zmodyfikowanego oprogramowania. No dobrze, przejdźmy jednak do rzeczy, co tak naprawdę leży mi na sercu?

Brak dialera T9

Nic tak nie wkurza, jak konieczność wybierania kontaktów niemal za każdym razem z dosyć obszernej listy. Przewijam, przewijam i przewijam dalej. Niby jest wyszukiwarka, ale jakoś tak umieszczona, że nigdy nie zachęca do jej użycia – człowiekowi błędnie się wydaje, że szybkiej będzie przewinąć listę aż do poszukiwanego kontaktu. Przecież to cudeńko pozwala mi na integrację kontaktów z wieloma usługami, np. kilku kont Google i Facebooka. Lista rośnie, a ja nadal paluchem przewijam. Pamiętam jak dwa lata temu w wysłużonej Nokii E52 po prostu naciskałem klawiaturę… i kontakty były automatycznie sugerowane przez prosty dialer T9. Dlaczego o tym zapomniano?!

Brak wyboru kodowania SMS

Telefon mamy już zaliczony na liście „do bani”. Przejdźmy więc do wiadomości. Niby wszystko gra, są, działają, nawet ustawiają nam wszystko w wątki. Problem pojawia się, gdy często piszemy SMSy a nie korzystamy z żadnych pakietów. Napiszemy coś niezbyt długiego… ups, już leci drugi, trzeci, czwarty SMS?! Co jest?! No niestety, to wynika ze zmiany kodowania. Domyślnie mamy ASCII z możliwością zapisania 160 znaków, a po użyciu jakiegokolwiek polskiego znaku leci na UTF-16 i już tylko 70 znaków. Ja wiem, chciałoby się UTF-8, ale tak łatwo nie ma. Sprawdzamy w opcjach… nie ma nic na ten temat. No to mamy takie rozwiązanie, że pisząc sami będziemy się pilnować aby polskich znaków nie używać. No a we wspomnianej E52 wystarczyło ustawić uproszczone kodowanie i pisać jak poprzednio, telefon potrafił zrobić coś takiego za nas…

Brak słownika języka polskiego

Skoro już jestem przy wiadomościach. Czy macie pojęcie o tym, że dopiero w nie tak dawno opublikowanym Androidzie 4.2 pojawił się słownik języka polskiego? Z tego co wynalazłem, pierwsze wydanie Androida miało miejsce we wrześniu 2008 roku. Cztery lata zajęło mi dodanie takiego czegoś jak słownik… a ja miałem go na pewno w leżącym gdzieś w muzeum SE K310i, potem SE K750i oraz wszystkich Nokiach jakie pamiętam. Czy nie świadczy to o tym, że ktoś robi sobie z nas jaja? Powiem więcej, to co w końcu się pojawiło ciężko nazwać jakimś sensownym słownikiem. Brakuje multum słów i trzeba co chwilę coś dopisywać. Po kilku wiadomościach człowiek ma dość i go wyłącza, bo po co się denerwować?

Brak profili

Kolejna sprawa wydawała mi się błaha. Skoro multum urządzeń jakie używałem kiedyś miał tzw. profile działania, no to chyba rozbudowany smartfon od Google też powinien mieć, nieprawdaż? No nie do końca, bo czegoś takiego po prostu tu nie ma… Jak to możliwe zapytacie? Nie wiem, no naprawdę nie wiem. Efekt jest taki, że nawet nie da się szybko przełączyć pomiędzy trybem cichym, a tym z dźwiękiem. O jakiejkolwiek personalizacji można zupełnie zapomnieć. Na otarcie łez rzucili nam jeden ochłap tj. tryb samolotowy.

Beznadziejne przełączniki

Wraz z nadejściem Androida 4.2, o którym pisałem już jakiś czas temu, nieco przebudowane został górny panel po rozsunięciu. Wcześniej były tam powiadomienia, oraz ikonka do ustawień zapewniająca względnie szybki dostęp. W nowej wersji kliknięcie na nią rozwija nam menu z kafelkami (?!) informującymi o połączeniu Wi-Fi, sygnale GSM, baterii, jasności, Bluetooth no i wspomnianym trybie samolotowym (chlip…). Człowiekowi aż chce się kliknąć np. na Wi-Fi aby wyłączyć/włączyć ten moduł i… znowu zawód! Nie, to nie są przełączniki. Te kafelki to po prostu skróty, które otwierają nam dopiero stosowne opcje. Agrr!!! Teraz aby dostać się do ustawień muszę kliknąć 2 (słowie: DWA) razy, zamiast raz jak to miało miejsce wcześniej! Przypomina się też E52, w której to wystarczyło przytrzymać jeden z przycisków aby aktywować Bluetooth, a drugi do szybkiej zmiany profilu (chip, chlip…).

Brak kontroli nad transmisją

System jest otwarty. Ok, ma spore możliwości (oł ryli?!), no ale czy przy takim natłoku funkcji pozwala nam na jakąś kontrolę? Często niestety nie. Mamy co prawda komunikaty o instalacji np. aplikacji spoza zaufanych źródeł (na szczęście da się to wyłączyć), no ale o korzystaniu z sieci nie ma już mowy. Pół biedy gdy mamy aktywne tylko Wi-Fi. Problem zaczyna się przy włączonej transmisji, gdzie aplikacje robią nam z konta po prostu jesień średniowiecza. Nie ma ŻADNYCH pytań o to, czy aplikacja może uzyskać dostęp do sieci. Nie mamy więc żadnej kontroli poza wrzuceniem globalnego limitu, no ale on dotyczy danych przesłanych sumarycznie ze wszystkich programów. Jak za mgłą widzę znowu E52, która pytała nawet przy Wi-Fi, czy chcę zezwolić Operze Mini na użycie sieci… mogłem to nawet wybrać jako opcję do zapamiętania. Ehhh, czas luksusów już przeminął.

Brak folderów w menu

Kolejna sprawa to czysta schludność, a raczej jej brak. Już na dzień dobry jest wrzucone sporo aplikacji od Google. Wchodzimy do menu i mamy… istny rozp… znaczy się bałagan. Wszystko upchane w jednym miejscu. Czy naprawdę nie dałoby się tego zorganizować jako foldery, tak jak to miało miejsce na Symianie? No tak, za trudne, zapomniałem. Oczywiście wiem, że mogę sobie takie porobić na pulpitach, no ale chyba nie do tego one służą, nieprawdaż? Na E52 też był pulpit z różnymi powiadomieniami, było tam kilka skrótów, ale folderów nie musiałem tam upychać, wszystko było pogrupowane logicznie w menu.

Brak managera plików

Skoro nie możemy robić wielu rzeczy, to chociaż posegregujmy sobie dane zgromadzone na telefonie. Wchodzimy do tego pięknie zorganizowanego menu, szukamy, kopiemy. Nie ma? Niemożliwe… Szukamy dalej. No naprawdę nie ma. Tak zaawansowany system, a nie ma głupiego managera plików?! Ręce opadają, nie wiadomo co o tym myśleć… Przecież, no przecież już naprawdę stare urządzenia miały co tak zaawansowanego. Więcej, taka E52 potrafiła nawet pakować / rozpakować pliki zip, nie wspominając o szyfrowaniu pamięci. Tutaj nie możemy nawet przenieść głupiego pliku z miejsca A do miejsca B!

Brak karty pamięci

Problem managera plików staje się jasny gdy ściągniemy klapkę i zechcemy umieścić w telefonie kartę pamięci. Slotu nie możemy znaleźć, więc szukamy pod baterią – nie ma. No to może hardcore i pod kartą SIM? Też nie ma. Hm… może aparat się zdejmuje / odkręca i tam jest slot? No nie, slotu tu w ogóle nie ma. Producent daje nam marne 16 GB, z czego do wykorzystania jeszcze mniej. Co ja na tym zmieszczę? Ledwo kilka utworów we FLAC, no i film w jakości HD. Gdzie miejsce na najnowsze GTA i pięćdziesiąt części Angry Birdsów? Gdzie dam cykane co minutę sweet fotki do podzielenia się ze znajomymi na Facebooku? Gdzie dam nagrany filmik gdy znajomy po jakimś mocniejszym napoju przegrywa nierówną walkę z grawitacją? Nigdzie, bo nie ma slotu na kartę pamięci, więc telefon jest zupełnie bezużyteczny. Karta używana w E52 chyba się jednak nie przyda…

Brak OTG

Zachęcony różnymi filmikami o tym, jak by tu można przeistoczyć ten wszystkomający (litości) telefon w prawdziwą bestię postanawiam wykorzystać OTG, podłączyć klawiaturę i mysz. Robię to i nic nie działa… Szukam, kopię i widzę „jak nie chcesz dostać z OTG z buta, zrób sobie szybko roota”. Aha… czyli w standardzie tego nie ma, podobnie jak wielu wymienionych wcześniej rzeczy.

MULI Effect

Co za to jest w standardzie? Zjawisko nazywane fachowo i naukowo muleniem. Mulić potrafi wszystko. Zrozumiałe byłoby to gdybym chciał np. renderować grafikę 3D w 3DsMaxie, no ale tutaj mulić potrafi nawet pulpit podczas przewijania. Zjawisko to miało miejsce bardzo często przy Androidzie 4.0, dużo mniej po wprowadzeniu jakiegoś tam masła w Androidzie 4.1, a od 4.2 występuje sporadycznie. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie występuje, albo go nie widać. Skoro tu nie ma żadnych nakładek to rozwiązanie jest proste – jak ktoś z mocniejszym sprzętem typu SGS3, HOX itd. pisze, że mu zawsze śmiga jak śmigiełko w Huey*, no to jest po prostu hipokrytą.

Podsumowanie

Jak więc widać, Android to kawał szmelcu, który nie ma wielu podstawowych rzeczy, jakie miała dwa lata temu moja poczciwa Nokia E52, a wcześniej wiele innych telefonów…
No dobra, a teraz bardziej na serio. Przesadziłem. Wiem, że nieco to naciągane, wiem, że da się zainstalować aplikacje, które załatwiają wiele spraw („jak ktoś zna aplikację do dodania slotu karty to proszę o kontakt, bo ja jakoś znaleźć w markecie nie mogę…”), no i co ważniejsze, nie wspominałem o tym, co on potrafi. Chciałem tym wpisem jednak pokazać, że Android to nie jest ideał. Ma swoje wady, a już na pewno w wersji „czystej”, nieskażonej zarazkami innych producentów. Chciałem również pokazać, że jak ktoś się uczepi, to znajdzie wady w każdym rozwiązaniu, a już na pewno, gdy nie rozumie filozofii jaka mu przyświeca.

16 Replies to “Android czyli definicja szmelcu”

  1. Łukasz po przeczytaniu po prostu ręce opadają…
    Zmień tytuł bo po pierwsze nie mówisz ogólnie o Androidzie a konkretnie o Galaxy Nexusie z 4.2 na pokładzie.

    Tekst w ogóle nie jest obiektywne. W ogóle. Brzmi jak jakieś wyżalenia a nie recenzja.

    SGS 2 @ TouchWiz Ui @ 4.1 JB:

    – dialer T9 jest

    – kodowanie sms – piszę z ogonkami na klawiaturze Swype (domyslnie instalowana) a mam 160 znaczków

    – slownik polski w Swype moge sciagnac wchodzac w ustawienia

    – profile – wyciszyc moge wciskajac klawisz wlaczania i wybierajac jedna sposrod trzech opcji wycisz/wibracja/dzwiek; moge tez rozsunac panel z gory i wcisnac odpowiedni kafelek poki nie pokaze mi sie wibracja; nie wspominajac juz ze moge wejsc w dialer i wcisnac krzyzyk, ktory odpowiada za wyciszanie

    – przelaczniki – smiga jak nalezy; w nowym TW mam zamiast 5 jeszcze lepiej bo 8 kafelkow ktore sa przewijane lewo-prawo i mam tam wszystko; dane po sieci; wifi; profil; synchronizacja; oszcz. energi; bluetooth; tryb blokowania; GPS.

    – kontrola nad transmisja – skoro masz telefon ktory jest SMARTFONEM to musisz sie umiec nim poslugiwac i miec pojecie, ktora aplikacja i w jaki sposob laczy sie z internetem. Miedzy innymi po to mozna wlaczyc/wylaczyc tryb synchronizacji aby telefon “od tak” nie mielił danymi.

    – foldery w menu – fakt, jest tego sporo. foldery mozna robic i zajmuje to chwile aby sobie poukladac, ja tam i tak preferuje opcje sortowania po nazwie i po plikach systemowych/pobranych

    – manadzer plikow – w TW mam “Moje pliki”. moze prymitywnie ale jednak jakis to manadzer jest. zreszta 20s i mam z Google Play porzadny manager.

    – OTG – brak doswiadczen; nie wypowiadam sie

    – efekt mulenia – masz syf na telefonie. Opinie wydawales po zrobieniu solidnego wipe i wgraniu czystego softu?

    W ogole nie wiem po cholere porownales calego Androida do Samsunga Galaxy Nexus. Nie wierze, ze na prawde sadzisz ze telefon telefonowi z androidem rowny.

    Tytuł powinien być raczej: “Samsung Galaxy Nexus: Recenzja Androida cz. 2 – negatywne strony”.

    Pozdr.

    1. Wszystko gra, tyle że nie przeczytałeś uważanie wpisu.

      1. W czystym Androidzie nie ma TouchWiza.

      2. Profile to nie tylko zmiana dźwięku.

      3. Domyślny launcher nie pozwala na tworzenie folderów w menu (na pulpitach i owszem).

      4. Muli zarówno na SGS2 jak i na GNexie jak i na SGS3 jak i N4. Może po prostu nie widziałeś smartfona, w którym w ogóle nie występują spowolnienia przy przewijaniu, obracaniu czy wyłączaniu aplikacji. Ja widziałem, tyle że nie pod Androidem.

      5. Tak samo jak tutaj opisałem sytuacja przedstawia się w:
      – Nexusie S
      – Galaxy Nexusie
      – Nexusie 4
      – Nexusie 7
      – Nexusie 10

      Wiec sorry Winnetou, ale to nie tyczy się tylko GNexa, ale w ogóle czystego Androida.

      1. Ale Ty to uogólniłeś. Tak samo jak bym powiedział że jajka są nie dobre; a wystarczy że do jajek dodam kilka składników (np. szynka) i już zaczyna smakować. I jestem niespójny ze sobą. Bo powiedziałem że jajka są nie dobre; a nie “jajecznica bez dodatków”.

        Napisałeś że Android do szmelc, a dla mnie to kawał dobrego systemu (choćby dlatego że można go tak zmodyfikować że na moim S z TW śmiga znakomicie). W sumie Twój wpis Twój tytuł.

        Over.

      2. Nie uogólniłem. To Ty zawęziłeś.
        Android to Android, jest od Google.

        To co wymieniłeś to Android wypuszczony przez Samsunga (zmodyfikowany na ich potrzeby itd.). Ja wiem, że niewielki odsetek userów korzysta z jakichkolwiek Nexusów, ale wpis jest o czystym Androidzie. W przeciwieństwie do wersji zmodyfikowanych w jakikolwiek sposób, nie muszę chyba dopisywać czegokolwiek do tytułu.

      3. Jestem z Androidem od wersji 1.6. Co prawda posiada duże możliwości ale kurde no krew zalewa czasami jak proste rzeczy przymulają. Android będzie zawsze mulić, gdyby nie korzystał z wirtualnej maszyny Dalvik i programy były pisane natywnie C/C++ to była by potęga ;) a tak to otrzymujemy gówno na które piszemy w Javie gdzie jest łatwo ale mniej wydajnie. Bo właśnie chodzi na gównie czyli Dalviku który jest dużo mniej wydajny od maszyny JVM która i tak muli ^^

      4. No to Android może być ok, czy nie? Touch Wiz już jest cacy? To przecież tylko zwykła nakładka, która ma zresztą swoje zalety, ale i wady. A czysty Android jest z definicji systemem-bazą do spersonalizowania. I tutaj właśnie przejawia się jego potęga stojąca u podstaw światowego sukcesu Androida. Bredzisz o gołym Androidzie w wydaniu Nexusowym, tymczasem powstał on w takiej formie właśnie po to, aby każdy użytkownik mógł dopasować go do swoich potrzeb. Google wydał serię Nexus właśnie po to, by testować GOŁY system i go udoskonalać. Zarzuty,które stawiasz są o kant dupy rozbić, bo wszystko w łatwy sposób możesz uzupełnić całą gamą odpowiednich aplikacji. Oczywiście jak KAŻDY OS ma swoje wady i słabości, jednak sukces jaki odniósł nie jest przypadkowy. Jego moc to właśnie otwartość i możliwość personalizacji. To system, który układasz pod siebie, a jeśli tego nie rozumiesz, to może wybierz coś dla iDiotów. Tam firma myśli za ciebie, mówi co dla ciebie dobre i tworzy własny, całkowicie niekompatybilny z resztą świata rezerwat. Spróbuj, może poczujesz się jak w klatce – pardon, w domu.

      5. Touch Wiz nie jest cacy, bo przez niego całość działa zauważalnie wolniej. Poza tym (acz to już kwestia gustu) w porównaniu do holo jest… brzydki :)

        Nie zgodzę się z tym, że jest to baza do spersonalizowania. Ok, można to tak traktować, ale rozpoczęta na jesieni dystrybucja Nexusa 4, która niedawno weszła do Polski pokazuje, że jest to sprzedawane nie tylko dla deweloperów, ale i użytkowników końcowych. Co więcej, jest bardzo popularne. To w takiej właśnie formie również jest przeznaczone dla użytkowników i… jest naprawdę do bani.

        Na moim blogu znajdziesz opis Cyanogenmoda 10.1. Tak moim zdaniem powinien wyglądać czysty Android. Można by nawet niektóre rzeczy do wyglądu czy “opcje-zabawki” wywalić, ale profile, statystyki połączeń, ciche godziny czy chociażby prosty manager plików… tego właśnie mu brakowało. Ja rozumiem, że Google się wypina i zostawia tą robotę producentom, którzy z Androida chętnie korzystają, no ale w takim wypadku ocena czystego systemu jest jaka jest.

        A co do isprzetu – to jest na prima aprilis, tak? :)
        Miałem kilka razy w rękach iphone i uważam, że totalnie nie jest wart tego, za co jest sprzedawany. Pod wieloma względami, również systemu operacyjnego.

      6. Sęk w tym, że wszystkie cyany mają również swoje wady, Jednymi z pierwszych “ficzerów” na forach jest lista co tym razem nie działa. Zazwyczaj aparat/kamera, radio fm, a po chwili używania nowi szczęśliwcy dopisują kolejne “przejściowe trudności, wicie, rozumicie”. Dziękuję za te dzikie przeróbki. Wolę to co proponuje Google, nawet jeśli nie wszystko jest doskonałe, A co jest?

        “A co do isprzetu – to jest na prima aprilis, tak? :)”

        No zgadnij :). Tam podobno wszystko jest jak należy, a do niedawna decydował o tym boski Stiw.

      7. “Sęk w tym, że wszystkie cyany mają również swoje wady, Jednymi z
        pierwszych “ficzerów” na forach jest lista co tym razem nie działa.”

        No właśnie w wypadku Nexusów to bardzo rzadka sytuacja. Sterowniki i oprogramowanie są otwarte, więc można momentalnie je dopasować. Ja od 3 miesięcy używam CM 10.1 nightly (aktualizuję co kilka dni przez OTA) – pierwsza próba zaraz po tym jak się pojawił, bo wcześniej miałem CM 10. Wrażenia? Problemów nie było żadnych od samego początku.
        Oczywiście wiem, że na innych urządzeniach może być diametralnie inaczej – brak oficjalnych CM, porty z problemami itd. No ale one mają nakładki producentów.

  2. a mi na HOX z Sense 4+ nic nie muli na poprzedniej wersji Andka bylo widac czasami spowolnienia, ale z nową aktualizacją znikły :)

      1. mi też nie muli na htc, jak Ci muli, to czemu sobie nie zdowngradujesz? Windows 7 też muli na komputerach mających mniej niż 2gb ramu. To samo jest z Androidem 4 na telefonach z mniej niż 1gb ramu

  3. Zgadzam się z Twoimi odczuciami. Właśnie przesiadam się z nokii e72. Dla mnie to był telefon prawie idealny. Symbian to był idealny system. mogłem na nim zrobić i zainstalować wszystko na czym mi zależało. Nawet czytnik e-booków. Mogłem tworzyć dokumenty .doc .xls .ppt, czytać pdfy, grać. Na symbiana był dostępny nawet doom. miałem zainstalowaną encyklopedię (tak, komuś chciało się zgrać na telefon wikipedię wprawdzie w okrojonej wersji, bez m.in. obrazków, ale treści było naprawdę dużo. Program, który to obsługiwał to był xlator, umożliwiał też uruchomienie multum słowników). A w menu – wszystko uporządkowane.
    No jedynie był za słaby do odtwarzania filmów, ale tez dało się zainstalować odpowiedni program do tego.

    A jednocześnie twórcy systemu nie zapomnieli, że to podstawowa funkcja to telefon, a bycie komputerem jest wprawdzie ważnym, ale jednak tylko dodatkiem. Kiedy używałem jeszcze nokii e50, to byłem pod wrażeniem tego, że nawet jak się zawiesił, to funkcja telefonu działała bez zarzutu. Mogłem wybrać numer na klawiaturze, i zadzwonić i porozmiawać, jak do mnie ktoś dzwonił, to też się dodzwonił – pomimo zawieszonego systemu.
    Mało tego – jak w prawdziwym telefonie komórkowym. Nawet kiedy rozładował się tak, że się wyłączył (tak wiem, że wyłączony telefon nie jest tak naprawdę wyłączony) to budzik działał o właściwiej godzinie.

    A to co teraz mamy – czy android czy WP, to niestety są tylko komputery z dodanym programem dzwonienia i obsługi smsów. I budzika. I już się naciąłem na tym, że budzik w WP nie zadzwonił, bo przekonany o tym, że pewnych funkcji w telefonach przecież nie zepsują wyłączyłem telefon na noc, bo się bateria wyczerpywała.

    A przesiadam się z symbiana tylko dlatego, że system już jest kompletnie nie wspierany, nawigacja jest coraz bardziej nieaktualna, ludzie coraz częściej psują strony www, próbując tworzyć wersje RWD, które stają się niemożliwe do odczytu w operze mini. A gwoździem do trumny stał się fakt, że telefon zaczyna mi szwankować (no jakby dostał własnej osobowości – potrafi sam się odblokować – co w symbianie wymaga użycia 2 klawiszy, zadzwonić do kogoś i otworzyć sobie kilka programów :)). A przeinstalowanie systemu już straciło sens…

Comments are closed.